W ogrodzonym parku, poza grobem mieści się muzeum, które w całości poświęcone jest jego życiu, podróżom, dokonaniom i publikacjom. Wzniesiono tu też i pomnik. Prowadzi do niego 10 stopni dla upamiętnienia 10 lat, które spędził w tym regionie.  Monument waży 365 ton, które mają symbolizować 365 dni w roku, bo on w podróży był przez cały czas. Na szczycie pomnika siedzi orzeł - znak odwagi i mądrości - który w pazurach trzyma gałązkę oliwną upamiętniającą pokojowe osiągnięcia nauki. Pod nim natomiast arkusz z mapą tras wszystkich ekspedycji. W końcu prawosławny krzyż i kopia złotego medalu z jego podobizną.
Picture
 
 
Wygodne ławki, przyjemne alejki, miłe kawiarenki. Czasem muzyka płynąca z głośników. Jakiś park z trawą bujnie zieloną. Spacery, przechadzki i spokojne pogaduszki. Trochę zamieszania na dworcu, bo przecież na dworcach zawsze gwarno, ale potem chwila spokoju na deptaku i  dla umilenia sobie dnia jakaś wieczorna potańcówka, albo lody w miłym towarzystwie.

Takie są kurorty i tak zapewne było kiedyś i w Czołpon Acie – mieście leżącym nad brzegiem jeziora Issyk Kul. Przyjeżdżano tu z całego Związku Radzieckiego. Wycieczkowicze ściągali na tutejszą plażę, by u stóp Tienszanu (pasmo Küngej Ałatau)  rozkoszować się panującym tu mikroklimatem.  

Tegoroczny sezon zakończył się niespełna dwa tygodnie temu, ale pogoda nadal dopisuje. Słońce praży i trudno znaleźć przyjemny chłód. Wzdłuż płotów wiszą tabliczki zachęcające do wynajmu pokoi i kwater, ale bramy zdają się być  zamknięte na cztery spusty. Panuje tu atmosfera opuszczonego miasta i nic nie wskazuje na to, że jeszcze kilkanaście dni temu miejsce to tętniło turystycznym życiem. Wiatr zwiewa do rowów śmieci i kurz, a na restauracyjnych tarasach nie ma ani stolików ani krzeseł. Niby otwarte, ale jakby nie wierzące, że znajdzie się dla nich jeszcze jakiś klient.