Emerytura 27/09/2010
 
Picture
Na stare lata powinno być wygodnie. Najlepiej ciepło i bezpiecznie. Tyle się trzeba przecież napracować w ciągu życia, tyle namęczyć, że kiedy przychodzi schyłek, odrobina spokoju należy się każdemu. Może nie od razu jakieś nadzwyczajne luksusy i wygody. Żeby tak ktoś zadbał, zapytał o samopoczucie, uraczył dobrym słowem. Najgorsze jest bowiem opuszczenie, samotność i zapomnienie. A można do samego końca być jeszcze przydatnym.

 
Walentynówka 19/09/2010
 
Nie chciałam z nim iść, ale upierał się, że wstąpimy tylko na herbatę bez żadnych zobowiązań oczywiście. Pogadamy, może się nam spodoba, a może nie. Potem będziemy mogli pójść, gdzie tylko chcemy. Nawet do konkurencji, która przecież ma drożej niż on i u której zepsuł się generator prądu.

Nie lubię, kiedy ktoś ciągnie mnie za rękaw i na siłę przekonuje, żeby coś kupić właśnie u niego, żeby do jego knajpy wstąpić na obiad, albo tylko u niego nabyć pocztówki. On właśnie taki był. Nie zdążyliśmy dobrze zejść do doliny, a on już wypatrzył nas gdzieś w drodze, już wyszedł przed dom, by nas witać i zapraszać do siebie.

Budynek nie sprawiał wrażenia starego. Był murowany, nieotynkowany, a po jego południowej stronie dobudowano panoramiczne okno. Szyby, kiedy przyjrzeć się bliżej, częściowo były popękane. Gdzieniegdzie brakowało ram i kitu, ale całość trzymała się razem. Z daleka wyglądało to bardzo zachęcająco. Górski piętrowy domek z oszkloną przyjemnie nagrzewającą się od słońca werandą.
Picture
 
 
W ogrodzonym parku, poza grobem mieści się muzeum, które w całości poświęcone jest jego życiu, podróżom, dokonaniom i publikacjom. Wzniesiono tu też i pomnik. Prowadzi do niego 10 stopni dla upamiętnienia 10 lat, które spędził w tym regionie.  Monument waży 365 ton, które mają symbolizować 365 dni w roku, bo on w podróży był przez cały czas. Na szczycie pomnika siedzi orzeł - znak odwagi i mądrości - który w pazurach trzyma gałązkę oliwną upamiętniającą pokojowe osiągnięcia nauki. Pod nim natomiast arkusz z mapą tras wszystkich ekspedycji. W końcu prawosławny krzyż i kopia złotego medalu z jego podobizną.
Picture
 
Karakoł 14/09/2010
 
Wiało, lało i było przeraźliwie zimno. Wydawało się, że nadciągające chmury przyniosą jesień już na dobre. Błąkaliśmy się od knajpy do kafejki internetowej, od sklepu spożywczego do pozamykanych kawiarni. Do tego była niedziela, nieczynne muzeum i kino (to niedziałające już od dobrych paru lat). Na ulicach panowała przeraźliwa cisza.

Nie tak wyobrażałam sobie niedzielne popołudnie w 70 tysięcznym mieście. A tu obrazy raczej jak z "Przystanku Alaska". Trzy ulice na krzyż przez które pędzi nieprzyjemny jesienny wiatr. Do tego niska i stara zabudowa pomniejszała dodatkowo to miasto w moich oczach. Raz na jakiś czas główną ulicą przejechała stara Łada, albo wiekowe Audi. Na poboczu stał zdezelowany autobus PAZ-672 (ПАЗ-672). I tyle. Zdawało się, że utknęliśmy w miejscu, w którym nie dzieje się nic.
Picture