FergaĆski tygiel 08/10/2010
Wyłonił się zza moich pleców. Bezszelestnie. Nagle i niespodziewanie. Stanął obok naszego stolika twarzą w twarz z Kubą i bez mrugnięcia okiem, bez żadnego zawahania strzelił. Potem ruszył przed siebie i głośnym – Pif, paf – oddał strzał do siedzącej przy stoliku obok kobiety. Dostała w głowę, a towarzyszący jej mężczyzna miał szczęście. Jego ranił tylko w obojczyk. Knajpa, w której siedzieliśmy, była jedną z nielicznych na długiej ulicy Lenina, która nie została spalona w trakcie tegorocznych zamieszek. Przy sąsiadujących ulicach zdewastowane kioski, sklepy, budki, niektóre przystanki autobusowe i domy. Zgliszcza, popalone metalowe pręty, resztki z plastikowych okien. Jednak ścisłe centrum Oszu nie ucierpiało bardzo. Uchowało się ono nie dlatego, że jest zabytkowe, czy ważne, ale dlatego że jest wspólne. Nie przynależy ani do Uzbeka ani do Kirgiza. |

RSS Feed