<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<!-- generator="weebly" -->
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" >

<channel><title><![CDATA[Turkiestan.pl - Kirgistan 2010]]></title><link><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/kirgistan-2010.html]]></link><description><![CDATA[Kirgistan 2010]]></description><pubDate>Tue, 30 Nov 2010 03:49:14 +0600</pubDate><generator>Weebly</generator><item><title><![CDATA[Respect Ryspek]]></title><link><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/respect-ryspek.html]]></link><comments><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/respect-ryspek.html#comments]]></comments><pubDate>Tue, 12 Oct 2010 14:00:00 +0600</pubDate><category><![CDATA[Uncategorized]]></category><guid isPermaLink="false">http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/respect-ryspek.html</guid><description><![CDATA[Zdawa&#322;o mi si&#281;, &#380;e &#347;mierdzi od niego w&oacute;dk&#261;. M&oacute;wi&#322; niewyra&#378;nie, niesk&#322;adnie t&#322;umacz&#261;c, &#380;e nie spa&#322; ca&#322;&#261; noc. By&#322;o jeszcze ciemno, kiedy wsiadali&#347;my do jego 20-letniego Audi 100. Przyjecha&#322; z koleg&#261;, a mia&#322; by&#263; sam. Troch&#281; to wszystko by&#322;o podejrzane, ale innego transportu nie mieli&#347;my, a czas nagli&#32 [...] ]]></description><content:encoded><![CDATA[<div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Zdawa&#322;o mi si&#281;, &#380;e &#347;mierdzi od niego w&oacute;dk&#261;. M&oacute;wi&#322; niewyra&#378;nie, niesk&#322;adnie t&#322;umacz&#261;c, &#380;e nie spa&#322; ca&#322;&#261; noc. By&#322;o jeszcze ciemno, kiedy wsiadali&#347;my do jego 20-letniego Audi 100. Przyjecha&#322; z koleg&#261;, a mia&#322; by&#263; sam. Troch&#281; to wszystko by&#322;o podejrzane, ale innego transportu nie mieli&#347;my, a czas nagli&#322;.<br /><br />Czeka&#322;a nas ci&#281;&#380;ka przeprawa. Papierkowa. Tak si&#281; nam przynajmniej wydawa&#322;o. Najpierw dwa posterunki po kirgiskiej stronie granicy, a potem Chi&#324;czycy. Zbli&#380;ali&#347;my si&#281; do przej&#347;cia granicznego na Prze&#322;&#281;czy Torugart, tego kt&oacute;re sklasyfikowane jest przez ChRL, jako posterunek drugiej kategorii i w zwi&#261;zku z tym nie jest ono dost&#281;pne na zwyk&#322;ych zasadach dla obywateli kraj&oacute;w trzecich. <br /></div><div ><iframe allowtransparency="true" frameborder="0" scrolling="no" style="width: 100%; height: 350px; margin-top: 10px; margin-bottom: 10px;" src="http://www.weebly.com/weebly/apps/generateMap.php?map=google&elementid=305587633554360577&ineditor=0&control=&width=500px&height=350px&overviewmap=0&scalecontrol=1&typecontrol=0&zoom=6&long=75.4166667&lat=40.5833333&domain=www&point=1&align=2"></iframe></div><div ><!--BLOG_SUMMARY_END--></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">O ile do kirgiskich bramek mo&#380;na dosta&#263; si&#281; na w&#322;asn&#261; r&#281;k&#281;, to ju&#380; pas ziemi niczyjej trzeba&nbsp; pokona&#263; samochodem. Nie mo&#380;na i&#347;&#263;, ani jecha&#263; rowerem. Nie mo&#380;na te&#380; skorzysta&#263; z kursuj&#261;cego na tej trasie autobusu, bo nie jest on dost&#281;pny dla obcokrajowc&oacute;w. Pozostaje po&#347;rednictwo agencji turystycznych, kt&oacute;re organizuj&#261; transport po obu stronach granicy. Jednym autem przyje&#380;d&#380;a si&#281; z Kirgistanu, a drugie czeka&#263; ma po chi&#324;skiej stronie. Je&#347;li jednak transport z Pa&#324;stwa &#346;rodka nie zjawi si&#281;, nie mo&#380;na i&#347;&#263; dalej. Przygotowali&#347;my si&#281; na starcie z celnikami, z plikiem dokument&oacute;w, z przeszukiwaniem baga&#380;y. Brali&#347;my pod uwag&#281; i to, &#380;e przez d&#322;u&#380;szy czas b&#281;dziemy czeka&#263; na kierowc&#281; z Chin.<br /><br />Wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e nie damy rady, &#380;e ten przejazd nie uda si&#281; wcale. Ale problemem nie by&#322;y dokumenty i celnicy. Problemem by&#322; &#347;nieg. Droga wi&#322;a si&#281; w g&oacute;r&#281;, a przed nami ustawia&#322;y si&#281; rz&#281;dy tir&oacute;w. Ich kierowcy gromadzili si&#281; przy ci&#281;&#380;ar&oacute;wkach. Jeden z nich zaprosi&#322; nas nawet na obiad. Jak si&#281; przekonali&#347;my podczas kr&oacute;tkiego postoju, kontener, kt&oacute;ry wi&oacute;z&#322;, by&#322; pusty. Prawie. W &#347;rodku siedzia&#322;a bowiem osamotniona i przestraszona owca. <br /><span></span>-<span></span> Zjemy j&#261; na obiad &ndash; powiedzia&#322; i charakterystycznym ruchem d&#322;oni pokaza&#322;, jak jej dzi&#347; poder&#380;n&#261; gard&#322;o. <br /><br />Owca zosta&#322;a w ciemnym kontenerze, a my pojechali&#347;my dalej. Tyle &#380;e zaspy by&#322;y coraz wi&#281;ksze i wi&#281;ksze, do tego przybywa&#322;o ci&#281;&#380;ar&oacute;wek i z dwupasmowej szosy zrobi&#322;a si&#281; jedna &#347;cie&#380;ka. Po prawej i po lewej stronie le&#380;a&#322; nieodgarni&#281;ty i nieubity bia&#322;y puch. Ryspek, ten kt&oacute;ry, jak mi si&#281; wydawa&#322;o, by&#322; pijany, zaj&#261;&#322; miejsce za kierownic&#261;. Chcia&#322; wymin&#261;&#263; sznur stoj&#261;cych na &#347;rodku drogi tir&oacute;w i ruszy&#322; praw&#261; stron&#261;. Samoch&oacute;d zary&#322; mask&#261; w &#347;niegu. Wsteczny. Jedynka. Do przodu. Do ty&#322;u. Nic. Nie by&#322;o innego wyj&#347;cia, wi&#281;c Kuba razem z naszym drugim kierowc&#261; metr za metrem powoli przepychali Audi praw&#261; stron&#261; drogi. <br /></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/9338610.jpg?336" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">- Niez&#322;&#261; macie wycieczk&#281; &ndash; powiedzia&#322; do nas stoj&#261;cy przy swoim tirze kirgiski kierowca &ndash; robicie zdj&#281;cia, &#380;eby pokaza&#263; innym, &#380;eby przyje&#380;d&#380;ali tu latem? - za&#347;mia&#322; si&#281;&nbsp; <br />Prawa strona sprawdzi&#322;a si&#281; tylko do czasu. Okaza&#322;o si&#281;, &#380;e jeden z tir&oacute;w pr&oacute;bowa&#322; wymin&#261;&#263; inn&#261; ci&#281;&#380;ar&oacute;wk&#281;, ale efekt by&#322; taki, &#380;e zatarasowa&#322; drog&#281; nam. <br />- Spr&oacute;bujemy lewym poboczem &ndash; zdecydowa&#322; Ryspek.<br />Jego kolega sprawdzi&#322; teren. &#346;niegu po &#322;ydki. Ma&#322;o miejsca, bo droga ko&#324;czy si&#281; i opada do rowu. Jedno podej&#347;cie i maska naszego samochodu niebezpiecznie zjecha&#322;a w d&oacute;&#322;. Trzeba wi&#281;c by&#322;o znowu pcha&#263;. Tym razem w ty&#322;. <br /></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/6475026.jpg?333" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">- Praw&#261; stron&#261;! &ndash; zakomunikowa&#322; Ryspek<br />- Ale jak? - zdziwi&#322; si&#281; Kuba &ndash; tam przecie&#380; stoi Kamaz. Kierowca zamy&#347;li&#322; si&#281; i w ko&#324;cu os&#261;dzi&#322;:<br />- Jak nie spr&oacute;bujemy, to na pewno nie pojedziemy<br />Prawe pobocze okaza&#322;o si&#281; bardziej &#322;askawe. Uda&#322;o si&#281; nam wyprzedzi&#263; sznur ci&#281;&#380;ar&oacute;wek i teraz ju&#380; drog&#281; mieli&#347;my tylko dla siebie. Niestety samoch&oacute;d &#347;lizga&#322; si&#281; po niej niemi&#322;osiernie. Ryspek&nbsp; nie trac&#261;c ani chwili, wysiad&#322; z samochodu i razem z koleg&#261; spu&#347;ci&#322; nieco powietrza z przednich opon.<br />- Zawsze tak robimy, jak jest bardzo &#347;lisko &ndash; wyt&#322;umaczy&#322;.<br />Po drodze wymienili&#347;my jeszcze tylko jedn&#261; z opon i potem ju&#380; bez problem&oacute;w dojechali&#347;my do celu. <br /></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/5041882.jpg" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Kirgiski posterunek graniczny by&#322; du&#380;y, zaniedbany, ale bez &#380;adnych problem&oacute;w i wi&#281;kszego oczekiwania wbito w nasze paszporty piecz&#261;tki wyjazdowe. <br /></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/7676943.jpg?331" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: left; ">Ruszyli&#347;my pasem ziemi niczyjej do miejsca spotkania z chi&#324;skim kierowc&#261;.<br /></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/183735.jpg?511" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Okaza&#322;o si&#281; jednak, &#380;e zanim ostatecznie po&#380;egnali&#347;my si&#281; z Ryspekiem a tym samym z Kirgistanem, przysz&#322;o nam do&#347;&#263; d&#322;ugo czeka&#263; na Abdula czyli tego, kt&oacute;ry mia&#322; nas dowie&#378;&#263; do Kaszgaru.*<br /><br />*ci&#261;g dalszy na blogu Xinjiang 2010<br /></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Kwatery prywatne]]></title><link><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/kwatery-prywatne.html]]></link><comments><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/kwatery-prywatne.html#comments]]></comments><pubDate>Mon, 11 Oct 2010 14:00:00 +0600</pubDate><category><![CDATA[Uncategorized]]></category><guid isPermaLink="false">http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/kwatery-prywatne.html</guid><description><![CDATA[Czasem by&#322; tylko wychodek. Albo prysznic gdzie&#347; w ogrodzie, specjalnie dobudowany dla go&#347;ci. By&#322;a te&#380; umywalka na ganku i przenikliwe zimno pomimo ko&#322;der, pod kt&oacute;rymi spali&#347;my. Zdarzy&#322;a si&#281; te&#380; &#322;azienka z dywanikami na pod&#322;odze, r&oacute;&#380;owymi r&#281;cznikami i mi&#281;kkim papierem toaletowym. Czasem by&#322;o biednie, a czasem imitacja zachodniego stylu  [...] ]]></description><content:encoded><![CDATA[<div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Czasem by&#322; tylko wychodek. Albo prysznic gdzie&#347; w ogrodzie, specjalnie dobudowany dla go&#347;ci. By&#322;a te&#380; umywalka na ganku i przenikliwe zimno pomimo ko&#322;der, pod kt&oacute;rymi spali&#347;my. Zdarzy&#322;a si&#281; te&#380; &#322;azienka z dywanikami na pod&#322;odze, r&oacute;&#380;owymi r&#281;cznikami i mi&#281;kkim papierem toaletowym. Czasem by&#322;o biednie, a czasem imitacja zachodniego stylu a&#380; k&#322;u&#322;a w oczy. Wsz&#281;dzie jednak panowa&#322;a ta sama zasada: przyj&#261;&#263; go&#347;ci herbat&#261; i d&#380;emem.<br /><br />Wchodzisz do czyjego&#347; domu i musisz si&#281; podporz&#261;dkowa&#263;. Zaobserwowa&#263;, jakie panuj&#261; zasady. Od tych podstawowych, jak &#347;ci&#261;ganie but&oacute;w przed wej&#347;ciem do budynku, bo wej&#347;&#263; w nich pod &#380;adnym pozorem nie wolno. A&#380; do tych wi&#281;kszej wagi, jak cho&#263;by, &#380;eby je&#347;&#263; to co oni, nie wybrzydza&#263; i nie kr&#281;ci&#263; nosem. <br /></div><div ><!--BLOG_SUMMARY_END--></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Najpierw by&#322;a mieszkaj&#261;ca w Czo&#322;pon Acie Tatiana i jej prosty pok&oacute;j z trzema &#322;&oacute;&#380;kami oraz &#347;cianami wy&#322;o&#380;onymi dywanami. To tu nie by&#322;o toalety, tylko latryna. W domu przez ca&#322;y czas hucza&#322; telewizor. <br />- To przecie&#380; MTV, nie chcecie ogl&#261;da&#263;? - dziwi&#322;a si&#281; w&#322;a&#347;cicielka, kiedy nie byli&#347;my zainteresowani &#380;adnym programem.<br />Jej nastoletni syn na wszystkie pytania odpowiada&#322; monosylabami. Ale ona sama nad wyraz pogodna. Na &#347;niadanie poda&#322;a nam kotlety mielone i ry&#380;. Do tego w&#322;asnej roboty malinowy d&#380;em. Wtedy jeszcze nie wiedzieli&#347;my, &#380;e to do herbaty a nie do chleba. By&#322;a nad wyraz mi&#322;a i dyskretna. Pojawia&#322;a si&#281; tylko wtedy, gdy jej potrzebowali&#347;my. <br /><br />Tak samo &#380;yczliwie ugo&#347;ci&#322;a nas starsza pani w Koczkor. Ten dom zdawa&#322; si&#281; by&#263; jakby bardziej inteligencki - du&#380;o ksi&#261;&#380;ek, zapisanych zeszyt&oacute;w, gazet. Na &#347;cianie portret dziadka i mn&oacute;stwo rodzinnych zdj&#281;&#263;. Na &#347;niadanie dostali&#347;my gotowana na mleku kasz&#281; mann&#281;. Innym razem jajka. I d&#380;em, du&#380;o d&#380;emu do herbaty oczywi&#347;cie.<br /><br />W Karakole spali&#347;my w dw&oacute;ch r&oacute;&#380;nych domach. Najpierw w &bdquo;Jamilya's B&amp;B&rdquo;, kt&oacute;rego w&#322;a&#347;cicielka do go&#347;ci podesz&#322;a w stylu i&#347;cie zachodnim. Osobny dom specjalnie wybudowany dla potrzeb turyst&oacute;w. Du&#380;e dwuosobowe komnaty z ogromnymi &#322;&oacute;&#380;kami. Pod oknem fotel i stolik. Ka&#380;dy z pokoi w innym kolorze &ndash; s&#322;odko r&oacute;&#380;owy, md&#322;o niebieski, &#380;a&#322;obnie fioletowy. Nam trafi&#322;a si&#281; ziele&#324; lasu - od r&#281;cznik&oacute;w przez po&#347;ciel po dywan, zas&#322;ony i &#347;ciany. Na powitanie dostali&#347;my herbat&#281;, ciasteczka i d&#380;em. Budynek okala&#322; zadbany ogr&oacute;d, a w nim dost&#281;pne dla turyst&oacute;w stoliki i krzes&#322;a. Niby wszystko, czego mogli&#347;my chcie&#263;, ale pomimo du&#380;ego komfortu, jaki gwarantowa&#322; ten dom, czuli&#347;my si&#281; tu nieswojo. Przesycone kolorami m&#281;czy&#322;y. Zamiast mi&#322;ej starszej pani, zatrudniona dziewczyna, kt&oacute;ra pos&#322;usznie odpowiada&#322;a na nasze pytania. To ju&#380; niewiele mia&#322;o wsp&oacute;lnego z ide&#261; wynajmowania prywatnych kwater. Bli&#380;ej tu by&#322;o do zwyk&#322;ego motelu, troch&#281; przerysowanego z ameryka&#324;skiego filmu. <br /><br />Dlatego te&#380; tak cieszyli&#347;my si&#281;, kiedy domowym ciep&#322;em otoczy&#322;a nas w&#322;a&#347;cicielka karakolskich kwater, kt&oacute;re sama nazwa&#322;a "Spotkania" (&#1042;&#1089;&#1090;&#1088;&#1077;&#1095;&#1072;). Proste pokoje z tradycyjnymi dywanami na &#347;cianach, wygodny salon, troch&#281; ksi&#261;&#380;ek. Przestronna &#322;azienka, balkonik i mo&#380;liwo&#347;&#263; zrobienia prania, kt&oacute;re p&oacute;&#378;niej suszy&#322;o si&#281; na sznurze w ogrodzie. Nie rozumia&#322;a, &#380;e nie daj&#281; rady zje&#347;&#263; ogromnych porcji jedzenia, kt&oacute;re serwowa&#322;a na &#347;niadanie. &#379;egna&#322;a nas rzewnie maj&#261;c nadziej&#281;, &#380;e jeszcze kiedy&#347; do niej przyjedziemy. <br /><br />Na sam koniec z kirgiskich dom&oacute;w przenie&#347;li&#347;my si&#281; do rodziny uzbeckiej. Wi&#281;kszo&#347;&#263; czasu sp&#281;dza si&#281; tu na dziedzi&#324;cu, kt&oacute;ry jest sercem domu. Podcienia chroni&#261; dachy, pod kt&oacute;rymi porozk&#322;adane s&#261; kolorowe dywany i niskie sto&#322;y. Obok kuchnia. Niewielka ale w zupe&#322;no&#347;ci wystarczaj&#261;ca do przygotowania wszystkich posi&#322;k&oacute;w. Pod jedn&#261; ze &#347;cian susz&#261;ce si&#281; papryki, pod inn&#261; pranie. Na &#347;rodku placu kran z wod&#261;. Okna wszystkich pokoi wychodz&#261; na dziedziniec tworz&#261;c rodzinn&#261; oaz&#281; w &#347;rodku miasta. Zza &#380;elaznej bramy dochodzi&#322; huk ulicy, ale tu w &#347;rodku zdawa&#322;o si&#281;, &#380;e jeste&#347;my w jakim&#347; innym, lepszym i bezpieczniejszym &#347;wiecie. Cho&#263; by&#322; tu prysznic, to rol&#281; toalety nadal pe&#322;ni&#322; najczystszy ze znanych nam do tej pory wychodk&oacute;w. To tutaj, ku mojej wielkiej rado&#347;ci, na &#347;niadanie dostali&#347;my nale&#347;niki. Herbat&#281; i d&#380;em oczywi&#347;cie te&#380;. <br /><br />P.S. Wpis ten dedykujemy naszemu sta&#322;emu czytelnikowi i komentatorowi - to dla Ciebie Mariusz:-)<br /></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Ala-Too]]></title><link><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/ala-too.html]]></link><comments><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/ala-too.html#comments]]></comments><pubDate>Sun, 10 Oct 2010 14:00:00 +0600</pubDate><category><![CDATA[Uncategorized]]></category><guid isPermaLink="false">http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/ala-too.html</guid><description><![CDATA[Zdawa&#322;o si&#281;, &#380;e jest doszcz&#281;tnie zniszczony i opuszczony, w kszta&#322;cie litery L, kt&oacute;rej kr&oacute;tsza cz&#281;&#347;&#263; skierowana by&#322;a w stron&#281; g&#322;&oacute;wnej ulicy, tej po kt&oacute;rej szli&#347;my. Zardzewia&#322;y napis na dachu, powybijane szyby, odpadaj&#261;cy tynk. Nowe, bia&#322;e, plastikowe drzwi do budynku g&#322;&oacute;wnego i chroni&#261;cy wej&#347;cie niebieski [...] ]]></description><content:encoded><![CDATA[<div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Zdawa&#322;o si&#281;, &#380;e jest doszcz&#281;tnie zniszczony i opuszczony, w kszta&#322;cie litery L, kt&oacute;rej kr&oacute;tsza cz&#281;&#347;&#263; skierowana by&#322;a w stron&#281; g&#322;&oacute;wnej ulicy, tej po kt&oacute;rej szli&#347;my. Zardzewia&#322;y napis na dachu, powybijane szyby, odpadaj&#261;cy tynk. Nowe, bia&#322;e, plastikowe drzwi do budynku g&#322;&oacute;wnego i chroni&#261;cy wej&#347;cie niebieski daszek rzuca&#322;y si&#281; w oczy od razu po przekroczeniu bramy. Kontrastowa&#322;y ze wszystkimi pozosta&#322;ymi elementami. Odrapanymi, pozbawionymi farby framugami okien, balkonami obitymi wys&#322;u&#380;on&#261; ju&#380; blach&#261;, zaro&#347;ni&#281;tymi terenami okalaj&#261;cymi obiekt. Nie, nie byli&#347;my w spalonym w czasie zamieszek Oszu, tylko w hotelu Ala-Too w Narynie. <br /><br />To jeden z dw&oacute;ch hoteli, w jakich spali&#347;my podczas ca&#322;ego pobytu w Kirgistanie. Opierali&#347;my si&#281; raczej na hostelach (tych jednak poza Biszkekiem i Oszem praktycznie nie ma). Wsz&#281;dzie indziej spali&#347;my w prywatnych domach. Dzia&#322;aj&#261;ca w Kirgistanie organizacja Community Based Tourism (CBT) poza organizowaniem wycieczek, zrzesza r&oacute;wnie&#380; miejscow&#261; ludno&#347;&#263;, kt&oacute;ra wynajmuje prywatne kwatery. Ich standard r&oacute;&#380;ni si&#281; w zale&#380;no&#347;ci od ceny. Nigdy jednak nie zdarzy&#322;o si&#281; nam, by dom, w kt&oacute;rym spali&#347;my, by&#322; zaniedbany. Bywa&#322;o biednie, ale nigdy brudno. Zawsze przyjmowano nas z wielk&#261; go&#347;cinno&#347;ci&#261;.<br /></div><div ><!--BLOG_SUMMARY_END--></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/9356250.jpg?522" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">W Narynie r&oacute;wnie&#380; dzia&#322;a CBT, jednak kiedy dojechali&#347;my na miejsce biuro by&#322;o ju&#380; nieczynne. Zdecydowali&#347;my si&#281; wi&#281;c na Ala-Too, ten&nbsp;z &#380;elazn&#261; konstrukcj&#261; przed budynkiem, jakby przygotowan&#261;, by urz&#261;dzi&#263; tu letni ogr&oacute;dek. Jednak pod pr&#281;tami zamiast krzese&#322; i stolik&oacute;w suszy&#322;y si&#281; prze&#347;cierad&#322;a. To one przekona&#322;y nas, &#380;e hotel pomimo&nbsp; swego przera&#380;aj&#261;cego wygl&#261;du, funkcjonuje. </div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/1160391.jpg?662" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Nie by&#322;o recepcji tylko niedu&#380;e okno za kt&oacute;rym siedzia&#322;a pani w &#347;rednim wieku. W swoim pokoiku mia&#322;a telewizor, &#380;elazn&#261; prycz&#281; oraz drewniany st&oacute;&#322;. Uchyli&#322;a tekturow&#261; zasuw&#281; i zni&#380;aj&#261;c g&#322;ow&#281; do wyci&#281;tego w szybie p&oacute;&#322;okr&#261;g&#322;ego otworu, zapyta&#322;a, czy szukamy noclegu. Ba&#322;am si&#281; przytakn&#261;&#263; ze strachu przed wizj&#261; tego, jakie oferuj&#261; tu pokoje. G&#322;&oacute;wny hol wy&#322;o&#380;ony by&#322; zniszczonymi imituj&#261;cymi marmur p&#322;ytkami. Na &#347;cianach wisia&#322;y przera&#380;aj&#261;ce lustra w okropnych r&oacute;&#380;owych ramach, z boku sta&#322; sklecony z kilku desek st&oacute;&#322;. To wszystko pokrywa&#322;a gruba warstwa kurzu i brudu. Wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e hol przygotowywany jest do malowania, ale jakby kto&#347; zaprzesta&#322; prac kilka lat temu.&nbsp; <br /><span></span><br /><span></span>Dost&#281;pne pokoje r&oacute;&#380;ni&#322;y si&#281; cen&#261; i wyposa&#380;eniem. Najta&#324;szy nie gwarantowa&#322; nic poza &#322;&oacute;&#380;kami, kolejny by&#322; z toalet&#261;, a najdro&#380;szy mia&#322; prysznic i telewizor. Zdecydowali&#347;my si&#281; na ostatni&#261; opcj&#281;, kt&oacute;ra nie wykracza&#322;a poza standardowy koszt noclegu w innych cz&#281;&#347;ciach Kirgistanu. Dostali&#347;my klucz i ruszyli&#347;my na pierwsze pi&#281;tro. Stopniom klatki schodowej brakowa&#322;o p&#322;ytek, ale ju&#380; korytarz wy&#322;o&#380;ony by&#322; stosunkowo nowym dywanem. By&#322; jednak d&#322;ugi i ciemny, o&#347;wietlony tylko jedn&#261; &#380;ar&oacute;wk&#261;. <br /><span></span><br /><span></span>Jak si&#281; okaza&#322;o, pok&oacute;j nie by&#322; wcale taki z&#322;y. Nowe &#322;&oacute;&#380;ka, szafa i czysty dywan. Na ma&#322;ym stoliku stary telewizor, ale d&#322;ugi aluminiowy pr&#281;t imituj&#261;cy anten&#281; telewizyjn&#261; dobrze spe&#322;nia&#322; swoj&#261; rol&#281;. Tylko &#322;azienka raczej nie nadawa&#322;a si&#281; do u&#380;ytku, pami&#281;taj&#261;c pobyt pewnie kilkunastu go&#347;ci przed nami. O dziwo w budynku funkcjonowa&#322;a kawiarnia. Nie oferowa&#322;a ona niczego nadzwyczajnego, a i zwyczajne pozycje w karcie by&#322;y do&#347;&#263; mocno ograniczone, ale co najwa&#380;niejsze wrz&#261;tek by&#322;, wi&#281;c herbat&#281; uda&#322;o si&#281; wypi&#263;. <br /><span></span><br /><span></span>Ten dziwny hotelowy tw&oacute;r zdaje si&#281; nie mie&#263; ju&#380; prawa bytu. A jednak, pomimo zrujnowanej restauracji i braku wody w &#322;azience, z kt&oacute;rej i tak nie chcieli&#347;my korzysta&#263;, jako&#347; udaje si&#281; mu funkcjonowa&#263;. Mo&#380;e to jedynie zas&#322;uga tego, &#380;e biuro CBT zamykaj&#261; o 17.00? I mo&#380;e dlatego, &#380;e wzmianka o Ala-Too pojawia si&#281; w przewodnikach Lonely Planet?<br /><span></span><br /><span></span>P.S. Wszystkim wybieraj&#261;cym si&#281; do Kirgistanu gor&#261;co polecamy ofert&#281; CBT. Tym, kt&oacute;rzy szukaj&#261; wyg&oacute;d na najwy&#380;szym poziomie, zaproponowa&#263; mo&#380;emy hotel Hyatt. Dost&#281;pny tylko w Biszkeku. </div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Fergański tygiel]]></title><link><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/fergaski-tygiel.html]]></link><comments><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/fergaski-tygiel.html#comments]]></comments><pubDate>Fri, 08 Oct 2010 14:00:00 +0600</pubDate><category><![CDATA[Uncategorized]]></category><guid isPermaLink="false">http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/fergaski-tygiel.html</guid><description><![CDATA[Wy&#322;oni&#322; si&#281; zza moich plec&oacute;w. Bezszelestnie. Nagle i niespodziewanie. Stan&#261;&#322; obok naszego stolika twarz&#261; w twarz z Kub&#261; i bez mrugni&#281;cia okiem, bez &#380;adnego zawahania strzeli&#322;. Potem ruszy&#322; przed siebie i g&#322;o&#347;nym &ndash; Pif, paf &ndash; odda&#322; strza&#322; do siedz&#261;cej przy stoliku obok kobiety. Dosta&#322;a w g&#322;ow&#281;, a towarzysz&#261;cy je [...] ]]></description><content:encoded><![CDATA[<div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Wy&#322;oni&#322; si&#281; zza moich plec&oacute;w. Bezszelestnie. Nagle i niespodziewanie. Stan&#261;&#322; obok naszego stolika twarz&#261; w twarz z Kub&#261; i bez mrugni&#281;cia okiem, bez &#380;adnego zawahania strzeli&#322;. Potem ruszy&#322; przed siebie i g&#322;o&#347;nym &ndash; Pif, paf &ndash; odda&#322; strza&#322; do siedz&#261;cej przy stoliku obok kobiety. Dosta&#322;a w g&#322;ow&#281;, a towarzysz&#261;cy jej m&#281;&#380;czyzna mia&#322; szcz&#281;&#347;cie. Jego rani&#322; tylko w obojczyk. <br /><span></span><br /><span></span>Knajpa, w kt&oacute;rej siedzieli&#347;my, by&#322;a jedn&#261; z nielicznych na d&#322;ugiej ulicy Lenina, kt&oacute;ra nie zosta&#322;a spalona w trakcie tegorocznych zamieszek. Przy s&#261;siaduj&#261;cych ulicach zdewastowane kioski, sklepy, budki, niekt&oacute;re przystanki autobusowe i domy. Zgliszcza, popalone metalowe pr&#281;ty, resztki z plastikowych okien. Jednak &#347;cis&#322;e centrum Oszu nie ucierpia&#322;o bardzo. Uchowa&#322;o si&#281; ono nie dlatego, &#380;e jest zabytkowe, czy wa&#380;ne, ale dlatego &#380;e&nbsp;jest wsp&oacute;lne. Nie przynale&#380;y ani do Uzbeka ani do Kirgiza. </div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/6714296.jpg?334" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:1px;padding:3px;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div ><!--BLOG_SUMMARY_END--></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Kotlina Ferga&#324;ska otoczona jest od p&oacute;&#322;nocy pasmami Tienszanu, a od strony po&#322;udniowej G&oacute;rami A&#322;ajskimi.Tu z po&#322;&#261;czenia rzek Kara-daria i Naryn powstaje Syr-daria. Ten najbardziej zaludniony obszar w ca&#322;ej Azji &#346;rodkowej zamieszkuje 11 mln os&oacute;b. Po rozpadzie ZSRR podzielony zosta&#322; mi&#281;dzy Kirgistan, Tad&#380;ykistan i Uzbekistan. Sporne kwestie graniczne sprawiaj&#261;, &#380;e region jest bardzo podatny na wszelkie niepokoje. W Kirgistanie, w kt&oacute;rym &#380;yje niespe&#322;na 5 mln ludzi, ok. 14% to mniejszo&#347;&#263; Uzbecka zamieszkuj&#261;ca przede wszystkim Kotlin&#281; Ferga&#324;sk&#261; z najwi&#281;kszymi miastami Osz i D&#380;alalabad. Poza konfliktami politycznymi oraz etnicznymi, ogromnym zagro&#380;eniem jest r&oacute;wnie&#380; rosn&#261;cy w si&#322;&#281; zorganizowany przemyt narkotyk&oacute;w.<br /><span></span><br /><span></span>Wed&#322;ug rz&#261;du tymczasowego, czerwcowe zamieszki na po&#322;udniu kraju sprowokowane zosta&#322;y&nbsp; przez obalonego w kwietniu prezydenta Kurmanbeka Bakijewa. On sam otrzyma&#322; schronienie na Bia&#322;orusi, ale po&#322;udniowe prowincje to jego bastion. Istnieje przekonanie, i&#380; pobratymcy Bakijewa przekupili lokalne w&#322;adze, by przymkn&#281;&#322;y oko na zamieszki. Celem by&#322;o doprowadzenie do upadku w&#322;adz w Biszkeku. Wed&#322;ug doniesie&#324; prasowych bezpo&#347;rednim powodem walk m&oacute;g&#322; by&#263; te&#380; konflikt mi&#281;dzy rywalizuj&#261;cymi gangami, pod&#380;egany przez kartele narkotykowe, dla kt&oacute;rych destabilizacja tego regionu jest bardzo korzystna.</div><div  style=" margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; "><div style="text-align: center;"><object width='350' height='289'><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/xEToaAYvhTc"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><param name="allownetworking" value="internal"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/xEToaAYvhTc" type="application/x-shockwave-flash" allownetworking="internal" wmode="transparent" width='350' height='289'></embed></object></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Pogromu ludno&#347;ci dokona&#322;y boj&oacute;wki m&#322;odych m&#281;&#380;czyzn, kt&oacute;re zaatakowa&#322;y uzbeck&#261; dzielnic&#281; Czeriomuszki podpalaj&#261;c domy, restauracje i sklepy. M&oacute;wi si&#281;, &#380;e w czerwcowych zamieszkach mog&#322;o zgin&#261;&#263; nawet 2 tys. os&oacute;b, a 400 tys. opu&#347;ci&#322;o swoje domy. W Uzbekistanie schroni&#322;o si&#281; 75 tys., cho&#263; zapewne by&#322;oby ich wi&#281;cej, ale w&#322;adze tego kraju kilka dni po zamieszkach zamkn&#281;&#322;y granic&#281; z Kirgistanem. </div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/2541715.jpg?334" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:1px;padding:3px;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">- Ludzie wiedz&#261;, &#380;e nie zawinili zwykli mieszkaj&#261;cy w Oszu Kirgizi ani te&#380; ich s&#261;siedzi Uzbecy &ndash; t&#322;umaczy na Nur&#322;an, kt&oacute;rego spotykamy w tutejszym hostelu &ndash; To wszystko, co si&#281; wydarzy&#322;o, to zewn&#281;trzna prowokacja, pr&oacute;ba zdobycia kontroli nad regionem. Krzy&#380;uja si&#281; tu szlaki przerzutu narkotyk&oacute;w, a i sam Bakijew pewnie nie jest bez winy &ndash; stwierdza &ndash; Kiedy spotykam si&#281; ze znajomymi czy to Kirgizami czy Uzbekami &ndash; ci&#261;gnie dalej - opowiadaj&#261; r&oacute;&#380;ne przera&#380;aj&#261;ce historie. Wiemy o podpalaniu i pl&#261;drowaniu dom&oacute;w i sklep&oacute;w, ale m&oacute;wi si&#281; te&#380; o gwa&#322;tach. W niedziel&#281; wybory, ale zdaje si&#281;, &#380;e tym razem wojsko sobie poradzi &ndash; ko&#324;czy z nadziej&#261;. <br /><span></span><br /><span></span> Dzi&#347; najgorzej jest na bazarze. Ca&#322;e alejki ci&#261;gn&#261;ce si&#281; wzd&#322;u&#380; rzeki Ak-Buura spalonych stragan&oacute;w, resztki kontener&oacute;w i herbaciarni. Nieopodal te, kt&oacute;re si&#281; uchowa&#322;y. Powsta&#322;e w miejsce tych spalonych? Zaraz obok nich, bo starych jeszcze nie uprz&#261;tni&#281;to? A mo&#380;e nikt ich nie rusza, bo ich w&#322;a&#347;ciciele uciekli? Na niekt&oacute;rych kontenerach napisane: Kirgiz. Na innych: Uzbek. <br /><span></span><br /><span></span></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/3945722.jpg?332" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:1px;padding:3px;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Teraz bazar znowu t&#281;tni &#380;yciem, ale jakby w po&#322;owie. Bo po&#322;owa tego &#380;ycia, albo zgin&#281;&#322;a podczas zamieszek, albo uciek&#322;a. Inni boj&#261; si&#281; wraca&#263;. Ci, kt&oacute;rzy zostali, staraj&#261; si&#281; normalnie &#380;y&#263;, ale spaceruj&#261;c po mie&#347;cie natrafia si&#281; na opancerzone transportery i wojskowe patrole. Niby nie robi&#261; nic. Czekaj&#261;c na wybory obserwuj&#261;. S&#261;.</div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/7638591.jpg?338" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:1px;padding:3px;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">- Ciebie te&#380; zastrzeli&#322; &ndash; powiedzia&#322; Kuba widz&#261;c moje zainteresowanie ca&#322;&#261; sytuacj&#261; &ndash; dosta&#322;a&#347; w plecy.<br />Sze&#347;cioletni ch&#322;opiec pobieg&#322; dalej eliminowa&#263; kolejnych go&#347;ci restauracji. Kiedy sko&#324;czy&#322;, zabi&#322; nas wszystkich po raz drugi. </div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Festiwal jazzowy w Biszkeku]]></title><link><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/festiwal-jazzowy-w-biszkeku.html]]></link><comments><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/festiwal-jazzowy-w-biszkeku.html#comments]]></comments><pubDate>Sat, 02 Oct 2010 14:00:00 +0600</pubDate><category><![CDATA[Uncategorized]]></category><guid isPermaLink="false">http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/festiwal-jazzowy-w-biszkeku.html</guid><description><![CDATA[Ubrany by&#322; w tradycyjny str&oacute;j (czapan). Na g&#322;owie mia&#322; ko&#322;pak, czyli bia&#322;o-czarn&#261; kirgisk&#261; czapk&#281; wykonan&#261; z filcu. Nie powiedzia&#322; nic. W milczeniu usiad&#322; na przygotowanym specjalnie dla niego krze&#347;le. Zamkn&#261;&#322; oczy i czeka&#322;. Za jego plecami krz&#261;tali si&#281; muzycy. Nie byli gotowi, by zacz&#261;&#263;. On tymczasem trwa&#322; w swoim zamy&#3 [...] ]]></description><content:encoded><![CDATA[<div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Ubrany by&#322; w tradycyjny str&oacute;j (czapan). Na g&#322;owie mia&#322; ko&#322;pak, czyli bia&#322;o-czarn&#261; kirgisk&#261; czapk&#281; wykonan&#261; z filcu. Nie powiedzia&#322; nic. W milczeniu usiad&#322; na przygotowanym specjalnie dla niego krze&#347;le. Zamkn&#261;&#322; oczy i czeka&#322;. Za jego plecami krz&#261;tali si&#281; muzycy. Nie byli gotowi, by zacz&#261;&#263;. On tymczasem trwa&#322; w swoim zamy&#347;leniu, a kiedy w ko&#324;cu zacz&#261;&#322;, na sali zapanowa&#322;a zupe&#322;na cisza. Co najmniej jakby to, co m&oacute;wi&#322;, by&#322;o &#347;wi&#281;te.&nbsp;<br /><br />Manas to kirgiski epos zawieraj&#261;cy 500 tysi&#281;cy rymowanych strof. Ci, kt&oacute;rzy znaj&#261; go na pami&#281;&#263;, recytuj&#261; przez 4 godziny. Siedz&#261;cy na scenie Doolotbek Sydykov m&oacute;wi&#322; nieprzerwanie przez kilkana&#347;cie minut.&nbsp; Takich jak on, czyli tych kt&oacute;rzy recytuj&#261; epos, nazywa si&#281; Manasczy (&#1052;&#1072;&#1085;&#1072;&#1089;&#1095;&#1099;). </div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/9984259.jpg?254" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div ><!--BLOG_SUMMARY_END--></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Powa&#380;ny, niczym w transie, od czasu do czasu gestykulowa&#322;. Za nim i jakby w tle jego s&#322;&oacute;w, pobrzmiewa&#322;a muzyka. Kontrabas, saksofon i perkusja na jazzowo. M&#322;odzi muzycy odznaczali si&#281; od recytuj&#261;cego. Ubrani w podkoszulki i jeansy. Sprawiali, i&#380; &#347;redniowieczny utw&oacute;r (przekazywany z ust do ust, spisany dopiero w XIX wieku) uaktualnia&#322; si&#281; z ka&#380;dym d&#378;wi&#281;kiem. Takie bowiem s&#261; <SPAN style="FONT-STYLE: italic">Solone orzeszki</SPAN> - umiej&#281;tnie &#322;&#261;cz&#261;ce tradycj&#281; z nowoczesno&#347;ci&#261; - najlepszy wed&#322;ug publiczno&#347;ci zesp&oacute;&#322; tegorocznego festiwalu jazzowego w Biszkeku. Jury, kt&oacute;re przyzna&#322;o im pierwsz&#261; nagrod&#281; w konkursie za utw&oacute;r koresponduj&#261;cy z has&#322;em: "Muzyka wschodniego miasta", podzieli&#322;o opini&#281; widowni. </div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/3079059.jpg?330" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Kiedy recytacja zako&#324;czy&#322;a si&#281;, Doolotbek Sydykov opad&#322; na oparcie krzes&#322;a. Pot la&#322; mu si&#281; po twarzy. Nie powiedzia&#322; nic. Wsta&#322; i bez s&#322;owa zszed&#322; ze sceny. Publiczno&#347;&#263; oszala&#322;a z zachwytu. Tymczasem muzycy zostali. Ku uciesze fan&oacute;w grali swoje jazzowe aran&#380;acje jeszcze d&#322;ugo.<br /><br />Po raz pierwszy festiwal jazzowy w Biszkeku odby&#322; si&#281; 5 lat temu. Wtedy te&#380; ustalono, &#380;e b&#281;dzie&nbsp; on organizowany wiosn&#261;. W roku 2010&nbsp; mia&#322; si&#281; on odby&#263; 9-11 kwietnia. Na dwa dni przed rozpocz&#281;ciem dosz&#322;o jednak do zamieszek i obalenia prezydenta. Nie by&#322;o czasu ani sposobno&#347;ci, by przeprowadzi&#263; festiwal. Przeniesiono go wi&#281;c wyj&#261;tkowo na jesie&#324;. </div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/3551926.jpg?328" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">1-2 pa&#378;dziernika sala Filharmonii Narodowej wype&#322;ni&#322;a si&#281; po brzegi. Przyjecha&#322;y zespo&#322;y z Kazachstanu, Uzbekistanu oraz Tad&#380;ykistanu. Wyst&#261;pili te&#380; przedstawiciele Kirgistanu, a mi&#281;dzy nimi tak podziwiany przez publiczno&#347;&#263; zesp&oacute;&#322; Solone orzeszki.<br /><br />Na nas jednak najwi&#281;ksze wra&#380;enie zrobi&#322;a pochodz&#261;ca z Kazachstanu grupa <SPAN style="FONT-STYLE: italic">The Magic of Nomads. </SPAN>Jej liderem jest Gaziza Gabdrahimova, kt&oacute;ra gra na tradycyjnym instrumencie zwanym kobyz (&#1179;&#1086;&#1073;&#1099;&#1079;). Zesp&oacute;&#322; ten sk&#322;ada si&#281; z o&#347;miu muzyk&oacute;w i tworzy wyj&#261;tkowo interesuj&#261;ce po&#322;&#261;czenie tradycyjnych kazaskich d&#378;wi&#281;k&oacute;w z nowoczesny jazzowym brzmieniem.</div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/6445159.jpg?524" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">W 2008 roku nagrali oni p&#322;yt&#281; "Bulbul Zaman" i na jazzowej scenie Azji &#346;rodkowej s&#261; gwiazd&#261;. Na koncie maj&#261; r&oacute;wnie&#380; wyst&#281;py w Europie i Ameryce. Jest wi&#281;c nadzieja, &#380;e i w Polsce kiedy&#347; b&#281;dzie mo&#380;na us&#322;ysze&#263; ich na &#380;ywo. Do tego czasu jednak mo&#380;na zadowoli&#263; si&#281; tym:</div><div  style=" margin-bottom: 10px; margin-top: 10px; "><div style="text-align: center;"><object width='350' height='289'><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/6DGH4AKM9kI"></param><param name="wmode" value="transparent"></param><param name="allownetworking" value="internal"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/6DGH4AKM9kI" type="application/x-shockwave-flash" allownetworking="internal" wmode="transparent" width='350' height='289'></embed></object></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Go&#347;ciem specjalnym festiwalu by&#322; kwartet jazzowy Igora Butmana. &#346;wiatowej klasy saksofonista, pomimo ma&#322;ych problem&oacute;w technicznych, porwa&#322; t&#322;um zgromadzony w filharmonii. Ku uciesze wszystkich w jazzowej aran&#380;acji przedstawi&#322; muzyk&#281; do bajki &bdquo;Wilk i zaj&#261;c&rdquo;.</div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/6817193.jpg?331" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">- Tego nie zagra wam &#380;aden, cho&#263;by najlepszy zachodni jazzman &ndash; powiedzia&#322;, a biszkecka publiczno&#347;&#263; nie szcz&#281;dzi&#322;a mu oklask&oacute;w.<br /><br />Festiwal w por&oacute;wnaniu ze swoimi europejskimi czy ameryka&#324;skimi odpowiednikami mo&#380;e nie jest na najwy&#380;szym &#347;wiatowym poziomie. Przedstawia jednak jazz z nieco innej, nieznanej nam strony. Po&#322;&#261;czenie znanych standard&oacute;w z d&#378;wi&#281;kami charakterystycznych dla Azji &#346;rodkowej instrument&oacute;w sprawia, &#380;e ten etno-jazz powala nas na kolana. Kusi i zadziwia. Zwyczajnie nie pozostaje nic innego, jak tylko s&#322;ucha&#263;.<br /><br /><span></span><A href="http://turkiestan.weebly.com/jazz-biszkek.html">Link do galerii</A></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Przedwyborczy Kirgistan]]></title><link><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/przedwyborczy-kirgistan.html]]></link><comments><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/przedwyborczy-kirgistan.html#comments]]></comments><pubDate>Fri, 01 Oct 2010 14:00:00 +0600</pubDate><category><![CDATA[Uncategorized]]></category><guid isPermaLink="false">http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/10/przedwyborczy-kirgistan.html</guid><description><![CDATA[Obecnie w Kirgistanie panuje przedwyborczy chaos. Ju&#380; w niedziel&#281; 10 pa&#378;dziernika 29 partii politycznych stoczy walk&#281; o 120 miejsc do Rady Najwy&#380;szej (Jogorku Kenesh) kirgiskiego parlamentu.Najpierw w marcu obalono prezydenta Kurmanbeka Bakijewa, kt&oacute;ry ostatecznie znalaz&#322; schronienie si&#281; na Bia&#322;orusi. Fala zamieszek zdestabilizowa&#322;a kraj.  [...] ]]></description><content:encoded><![CDATA[<div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Obecnie w Kirgistanie panuje przedwyborczy chaos. Ju&#380; w niedziel&#281; 10 pa&#378;dziernika 29 partii politycznych stoczy walk&#281; o 120 miejsc do Rady Najwy&#380;szej (Jogorku Kenesh) kirgiskiego parlamentu.<br /><span></span><br /><span></span>Najpierw w marcu obalono prezydenta Kurmanbeka Bakijewa, kt&oacute;ry ostatecznie znalaz&#322; schronienie si&#281; na Bia&#322;orusi. Fala zamieszek zdestabilizowa&#322;a kraj. 27 czerwca 2010 zdo&#322;ano przeprowadzi&#263; referendum, w kt&oacute;rym obywatele przyj&#281;li zmiany w zapisie konstytucji Kirgistanu. Zmieniono przede wszystkim system prezydencki na parlamentarny, sprawiaj&#261;c i&#380; Kirgistan b&#281;dzie jedynym krajem w Azji &#346;rodkowej z tak&#261; form&#261; sprawowania w&#322;adzy.<br /><span></span><br /><span></span>W referendum obywatele zatwierdzili, i&#380; R&oacute;&#380;a Otunbajewa b&#281;dzie zajmowa&#263; stanowisko prezydenta republiki do ko&#324;ca 2011 roku. Co wa&#380;ne, na mocy nowego prawa nie mo&#380;e ona ubiega&#263; si&#281; o reelekcj&#281;. Kadencja kolejnego prezydenta trwa&#263; b&#281;dzie 6 lat bez mo&#380;liwo&#347;ci zajmowania tego stanowiska ponownie.&nbsp; Dodatkowo zwi&#281;kszono liczb&#281; pos&#322;&oacute;w. W Radzie Najwy&#380;szej zasi&#261;dzie 120, a nie tak jak dotychczas 90 os&oacute;b. </div><div ><!--BLOG_SUMMARY_END--></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">29 partii spe&#322;ni&#322;o wszystkie warunki (&#322;&#261;cznie z wp&#322;ata depozytu w wysoko&#347;ci 500 000 kirgiskich som, czyli oko&#322;o $10,780) i zostanie dopuszczonych do wybor&oacute;w. Ka&#380;da z nich musia&#322;a przedstawi&#263; list&#281; 120 kandydat&oacute;w, z czego obowi&#261;zkowo 1/3&nbsp; to kobiety. Okazuje si&#281; jednak, &#380;e spora cz&#281;&#347;&#263; zarejestrowanych os&oacute;b, to nikomu nieznani tzw. 'zape&#322;niacze list'. St&#261;d te&#380; pow&#261;tpiewanie, czy idea obowi&#261;zkowego przedstawiania a&#380; tak obszernej listy kandydat&oacute;w ma sens? Jednoczesnie g&#322;o&#347;no jest o procederze sprzedawania wysokich miejsc na listach wyborczych.<br /><span></span><br /><span></span>11 sierpnia 2010 przy nadzorze sprawowanym przez OBWE przedstawiciele kirgiskich partii politycznych podpisali tzw. Kodeks post&#281;powania, kt&oacute;ry ma by&#263; gwarantem, i&#380; nadchodz&#261;ce wybory przeprowadzane zostan&#261; w poszanowaniu praw cz&#322;owieka i rz&#261;d&oacute;w prawa. Partie, kt&oacute;re podpisa&#322;y dokument zgodzi&#322;y si&#281; tym samym, i&#380; wyniki wolnych wybor&oacute;w uznaj&#261; za ostateczne. <br /><span></span><br /><span></span>Poza znanym nam w Polsce wymogiem, jakim jest przekroczenie progu wyborczego na poziomie 5%, od 2007 roku wymaga si&#281; r&oacute;wnie&#380;, i&#380; ka&#380;da partia wchodz&#261;ca do Rady Najwy&#380;szej musi przekroczy&#263; 0,5% pr&oacute;g poparcia w ka&#380;dej z siedmiu prowincji i w dw&oacute;ch g&#322;&oacute;wnych miastach kraju &ndash; Biszkeku i Oszu. <br /><span></span><br /><span></span>Trzy lata temu partia Ata-Meken w skali ca&#322;ego kraju zdoby&#322;a ona 9,3% g&#322;os&oacute;w, ale w mie&#347;cie Osz nie przekroczy&#322;a wymaganego minimum 0,5% i tym samym nie wesz&#322;a do parlamentu. Wym&oacute;g ten ma na celu dopuszczenie do w&#322;adzy tylko tych, kt&oacute;rzy przynajmniej w teorii, maj&#261; cho&#263; minimalne poparcie w ca&#322;ym Kirgistanie. <br /><span></span><br /><span></span>Po raz pierwszy wprowadzono te&#380; zasad&#281;, &#380;e &#380;adna z partii nie mo&#380;e otrzyma&#263; wi&#281;cej ni&#380; 65 miejsc w parlamencie. Ma to wyeliminowa&#263; sytuacj&#281;, w kt&oacute;rej w&#322;adza skupi si&#281; w r&#281;kach tylko jednej partii. Tak wi&#281;c ju&#380; teraz wiadomo, &#380;e po wyborach Kirgistan czeka formowanie si&#281; koalicji. <br /><span></span><br /><span></span>Kogo z kim? O tym jeszcze nikt nawet nie wspomina. Faktem jest jednak, &#380;e kirgiska polityka, to walka osobowo&#347;ci a nie formacji politycznych. Z tego te&#380; powodu wielce prawdopodobnym jest to, &#380;e ci kt&oacute;rzy ju&#380; od lat obecni s&#261; na scenie politycznej, odegraj&#261; tu najwi&#281;ksz&#261; rol&#281;. Raczej bez znaczenia jest, czy partia kt&oacute;rej aktualnie przewodz&#261; ma polityczne tradycje, czy te&#380; dopiero co powsta&#322;a.<br /><span></span><br /><span></span>Przedwyborcze sonda&#380;e nie s&#261; sp&oacute;jne. R&oacute;&#380;nice mi&#281;dzy nimi s&#261; na tyle znacz&#261;ce, i&#380; nie da si&#281;&nbsp; w ich oparciu wiele przewidzie&#263;. We wszystkich jednak 5% pr&oacute;g wyborczy przekraczaj&#261;, cho&#263; z diametralnie r&oacute;&#380;nymi wynikami:<br /><span></span><br /><span></span>Partia Ar-Namys (Godno&#347;&#263;), z pe&#322;ni&#261;cym w latach 2005-2007, czyli za prezydentury znienawidzonego obecnie Bakijewa, stanowisko premiera Feliksem Ku&#322;owem. Jako by&#322;y mer stolicy i minister&nbsp; MSW uto&#380;samiany jest on z utrzymywaniem porz&#261;dku, czego tak wielu w Kirgistanie oczekuje. W czasach ZSRR genera&#322; KGB, obecnie popierany przez prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i premiera tego kraju W&#322;adimira Putina. Oficjalnie opowiada si&#281; za przywr&oacute;ceniem systemu prezydenckiego.<br /><span></span><br /><span></span>Ata-Meken, czyli powsta&#322;a w 1992 roku Socjalistyczna Partia "Ojczyzna", kt&oacute;rej przewodzi Omurbek Tekebajew (jeden z lider&oacute;w rewolucji tulipanowej) i kt&oacute;ra uchodzi&#322;a za opozycyjn&#261; wobec poprzedniego prezydenta Kurmanbeka Bakijewa. <br /><span></span><br /><span></span>Socjaldemokratyczna Partia Kirgistanu (SDPK) powsta&#322;a w 1993 roku, na czele z zajmuj&#261;c&#261; obecnie fotel prezydenta R&oacute;&#380;&#261; Otunbajewn&#261;. W chwili obecnej numerem 1 tej partii jest jeden z jej za&#322;o&#380;ycieli, ekonomista, przegrany w wyborach prezydenckich w 2000 roku, Almaz Atambajew.<br /><span></span><br /><span></span>Partia Republika, na czele z Omurbekiem Babanowem, kt&oacute;ry w 2007 roku by&#322; numerem 1 na listach partii SDPK, to formacja z&#322;o&#380;ona z ludzi r&oacute;&#380;nego politycznego pochodzenia, powsta&#322;a w czerwcu tego roku na fali zamieszek i zwi&#261;zanej z nimi woli spo&#322;ecze&#324;stwa do przeprowadzenia diametralnych zmian. <br /><span></span><br /><span></span>W przeprowadzonym przez centrum Perspectiva 14-28 wrze&#347;nia sonda&#380;u, w kt&oacute;rym udzia&#322; wzi&#281;&#322;o 1,500 obywateli Kirgistanu, 81,5% opowiedzia&#322;o, i&#380; we&#378;mie udzia&#322; w wyborach. 12% zapewni&#322;o natomiast, &#380;e do g&#322;osowania nie p&oacute;jdzie.&nbsp; <br /><span></span><br /><span></span>Na razie na terenie ca&#322;ego Kirgistanu odbywaj&#261; si&#281; przedwyborcze wiece. Przetasowania mi&#281;dzy znanymi nazwiskami s&#261; du&#380;e. Nie ma nieznanych twarzy, kt&oacute;re wyros&#322;yby w ostatnim czasie na nowych przyw&oacute;dc&oacute;w. Kto ma wi&#281;c szans&#281; przekroczy&#263; og&oacute;lny 5% pr&oacute;g wyborczy obwarowany 0,5% wynikiem we wszystkich regionach? Na razie nie ma oczywistych przegranych i oczywistych kandydat&oacute;w do zwyci&#281;stwa. Tak jak niezwykle trudno przewidzie&#263; wynik niedzielnego g&#322;osowania, tak trudno r&oacute;wnie&#380; przewidzie&#263;, jak reagowa&#263; b&#281;dzie spo&#322;ecze&#324;stwo w trakcie trwania g&#322;osowania i kilka dni po jego zako&#324;czeniu. Istniej&#261; r&oacute;wnie&#380; powa&#380;ne obawy, czy aby wybory nie zostan&#261; wykorzystane przez otoczenie by&#322;ego prezydenta Bakijewa, kt&oacute;ry otwarcie przeciwstawia si&#281; przeprowadzaniu wybor&oacute;w, do destabilizacji sytuacji w kraju. <br /><span></span><br /><span></span>W Oszu, na po&#322;udniu Kirgistanu, drugim co do wielko&#347;ci mie&#347;cie kraju, w regionie sk&#261;d pochodzi obalony prezydent Kurmanbek Bakijew, nadal nie jest spokojnie. Ulice patrolowane s&#261; przez oddzia&#322;y wojska. Rogatek miasta nadal strzeg&#261; posterunki i transportery opancerzone. W samym centrum o czerwcowych zamieszkach nie pozwalaj&#261; zapomnie&#263; nieuprz&#261;tni&#281;te zgliszcza bazaru. <br /><span></span><br /><span></span>- Mam nadziej&#281;, &#380;e w niedziel&#281; wojsko, je&#347;li b&#281;dzie taka potrzeba, poradzi sobie z boj&oacute;wkami &ndash; m&oacute;wi mieszkaj&#261;cy w mie&#347;cie Nur&#322;an. Jest Kirgizem, ale o Uzbekach wypowiada si&#281; bardzo pozytywnie &ndash; Tamte czerwcowe zamieszki&nbsp; podrzegane by&#322;y przez zwen&#281;trzne grupy &ndash; twierdzi<br />&nbsp; <br />O niestabilnej sytuacji &#347;wiadczy&#263; mo&#380;e r&oacute;wnie&#380; to, &#380;e ambasady pa&#324;stw Unii Europejskiej przygotowa&#322;y specjalny plan dzia&#322;a&#324; na wypadek zamieszek. <br /><span></span><br /><span></span>Czy 10.10.10 b&#281;dzie dla Kirgistanu szcz&#281;&#347;liwy? Oby.</div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Emerytura]]></title><link><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/09/post-title-click-and-type-to-edit1.html]]></link><comments><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/09/post-title-click-and-type-to-edit1.html#comments]]></comments><pubDate>Mon, 27 Sep 2010 14:00:00 +0600</pubDate><category><![CDATA[Uncategorized]]></category><guid isPermaLink="false">http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/09/post-title-click-and-type-to-edit1.html</guid><description><![CDATA[Na  stare lata pow [...] ]]></description><content:encoded><![CDATA[<span  style=" float: left; position: relative; z-index: 10; "><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/7595238.jpg?330" style="margin-top: 5px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; margin-right: 10px; border-width:1px;padding:3px;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px; text-align: center;"></div></span><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; display: block; ">Na  stare lata powinno by&#263; wygodnie. Najlepiej ciep&#322;o i bezpiecznie. Tyle   si&#281; trzeba przecie&#380; napracowa&#263; w ci&#261;gu &#380;ycia, tyle nam&#281;czy&#263;, &#380;e kiedy   przychodzi schy&#322;ek, odrobina spokoju nale&#380;y si&#281; ka&#380;demu. Mo&#380;e nie od   razu jakie&#347; nadzwyczajne luksusy i wygody. &#379;eby tak kto&#347; zadba&#322;, zapyta&#322;   o samopoczucie, uraczy&#322; dobrym s&#322;owem. Najgorsze jest bowiem   opuszczenie, samotno&#347;&#263; i zapomnienie. A mo&#380;na do samego ko&#324;ca by&#263;   jeszcze przydatnym. </div><hr  style=" clear: both; width: 100%; visibility: hidden; "></hr><div ><!--BLOG_SUMMARY_END--></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Pierwszy egzemplarz Audi 100 C3 (trzeciej generacji) zjecha&#322; z ta&#347;my fabryki w Neckarsulm w Niemczech w 1982 roku. D&#322;uga niska limuzyna, o klasycznej linii zosta&#322;a przezwana &bdquo;cygarem&rdquo;. Na europejskich szosach kr&oacute;lowa&#322;a przez ca&#322;e lata osiemdziesi&#261;te. Drug&#261; m&#322;odo&#347;&#263; w latach dziewi&#281;&#263;dziesi&#261;tych zapewni&#322; jej boom na zachodnie samochody w krajach Europy &#346;rodkowej. Pojawili si&#281; nast&#281;pcy, a ona starzej&#261;c si&#281; ust&#281;powa&#322;a im miejsca. Nie produkowana&nbsp; od 1991 roku. Na polskiej drodze zobaczymy j&#261; ju&#380; bardzo rzadko.<br /><br />Stoj&#261;c na skrzy&#380;owaniu w centrum Karako&#322;u wymy&#347;lili&#347;my sobie zabaw&#281; &ndash; ile takich (konkretnie) &bdquo;babuszek Audi&rdquo; wypatrzymy w 15 minut. Doliczyli&#347;my do 32. Ma si&#281; wra&#380;enie, &#380;e s&#261; wsz&#281;dzie. Jakby marka z Ingolstadt otworzy&#322;a tu oficjalny salon &bdquo;Auto Trzeciego Wieku&rdquo;. Mo&#380;na je kupi&#263; w ka&#380;dym kolorze, w wersji sedan lub kombi. W zale&#380;no&#347;ci od rocznika i stanu technicznego potrafi&#261; kosztowa&#263; 3000 &ndash; 5000 USD. Niema&#322;o? Jako&#347;&#263;, niezawodno&#347;&#263;, klasa, do&#347;wiadczenie &ndash; wszystko w cenie.<br />Przyje&#380;d&#380;aj&#261; tu na lawetach po sze&#347;&#263;, siedem sztuk &ndash; m&oacute;wi Jusup, nasz kierowca &ndash; przez Polsk&#281;, Ukrain&#281;, Rosj&#281; i Kazachstan.<br /><br />Nie wiemy czy to prawda, bo w Polsce nigdy nie widzieli&#347;my takiej ci&#281;&#380;ar&oacute;wki. Mo&#380;e po prostu niechciane u nas, da&#322;y si&#281; przygarn&#261;&#263; i wyruszy&#322;y o w&#322;asnych si&#322;ach na swoj&#261; zas&#322;u&#380;on&#261; emerytur&#281;? Ta w Kirgistanie nie jest wcale taka z&#322;a. Teren g&oacute;rzysty, wi&#281;c tylko czasem ci&#281;&#380;ko ju&#380; wyjecha&#263;.<br /></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: left; "><a title="" href="http://turkiestan.weebly.com/projekt-audi.html">Link do galerii </a><br /></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Pani jurty]]></title><link><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/09/pani-jurty.html]]></link><comments><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/09/pani-jurty.html#comments]]></comments><pubDate>Sun, 26 Sep 2010 14:00:00 +0600</pubDate><category><![CDATA[Uncategorized]]></category><guid isPermaLink="false">http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/09/pani-jurty.html</guid><description><![CDATA[Kiedy tylko ko&#324;czy&#322;a wy [...] ]]></description><content:encoded><![CDATA[<span  style=" position: relative; z-index: 10; float: left; "><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/373275.jpg?333" style="margin-top: 5px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px; text-align: center;"></div></span><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; display: block; ">Kiedy tylko ko&#324;czy&#322;a wyrabia&#263; ciasto, olej zaczyna&#322; skwiercze&#263;, jakby ju&#380; przeczuwa&#322;, &#380;e teraz b&#281;dzie jego kolej. Wlewa&#322;a go du&#380;o, tak &#380;eby potem ca&#322;e kawa&#322;ki dobrze si&#281; zamoczy&#322;y. Mia&#322;a d&#322;ugi drewniany wa&#322;ek. Nie, nie taki jak nasze. Cienki i dwa, mo&#380;e nawet trzy razy d&#322;u&#380;szy. Dzi&#281;ki temu wa&#322;kowa&#322;a wszystko jednocze&#347;nie zajmuj&#261;c po&#322;ow&#281; sto&#322;u. Potem tylko sprawne ruchy no&#380;em wycina&#322;y kwadraty. I jeden za drugim l&#261;dowa&#322;y na g&#322;&#281;bokim oleju. <br /><br />Ciasto by&#322; pyszne, cho&#263; nie mia&#322;o nadzienia, nawet nie by&#322;o specjalnie s&#322;odkie. Niby ocieka&#322;o t&#322;uszczem, ale czu&#322;o si&#281; go tylko na palcach. W smaku ten olej gdzie&#347; gin&#261;&#322;. A mo&#380;e to smak gotowanego mleka by&#322; silniejszy? Bo do plack&oacute;w dawa&#322;a kasz&#281;. A kasza by&#322;a na mleku. I to wszystko razem &#322;&#261;czy&#322;o si&#281; w wy&#347;mienicie. Zapijane czarn&#261; herbat&#261; z konfitur&#261;. <br /><br />Cho&#263; herbata by&#322;a p&oacute;&#378;niej, jako dope&#322;nienie. Dawa&#322;a j&#261; dopiero wtedy, kiedy ko&#324;czyli&#347;my je&#347;&#263;. Nie wcze&#347;niej. Raczej na deser. Najpierw polewa&#322;a ma&#322;e miseczki odrobin&#261; wrz&#261;tku. Sprawnym ruchem miesza&#322;a naczyniem op&#322;ukuj&#261;c je, potem wszystko wylewa&#322;a do specjalnego wiaderka na nieczysto&#347;ci. Dopiero wtedy niewielka ilo&#347;&#263; esencji dope&#322;niana gor&#261;c&#261; wod&#261;, by&#322;a gotowa do wypicia. Dwoma r&#281;kami majestatycznie podawa&#322;a nam miseczk&#281; m&oacute;wi&#261;c &ndash; &#1063;&#1072;&#1081;, &#1087;&#1077;&#1081;&#1090;&#1077; &#1095;&#1072;&#1081;* &ndash; A my pili&#347;my. <br /></div><hr  style=" clear: both; width: 100%; visibility: hidden; "></hr><div ><!--BLOG_SUMMARY_END--></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Na stole sta&#322;y szklane pucharki, a w nich d&#380;emy domowej roboty.  Truskawkowy, z czarnej porzeczki, brzoskwiniowy, wszystkie z kawa&#322;kami  owoc&oacute;w. Nie, nie do chleba. Do herbaty. Najlepszy by&#322; truskawkowy.  Sprawia&#322;, &#380;e nap&oacute;j nabiera&#322; s&#322;odyczy owoc&oacute;w i cierpko&#347;ci male&#324;kich,  prawie niewidocznych pestek. Albo kiedy poda&#322;a nam chleb... niby nic,  ale sk&oacute;rka by&#322;a chrupi&#261;ca, a w &#347;rodku przyjemne ciep&#322;o &#322;echta&#322;o  podniebienie. Chleb te&#380; by&#322; do herbaty. Trzeba u&#322;ama&#263; kawa&#322;ek, a potem  ostro&#380;nie zanurzy&#263;. - &#1063;&#1072;&#1081;, &#1087;&#1077;&#1081;&#1090;&#1077; &#1095;&#1072;&#1081;? &ndash; pyta&#322;a i wyci&#261;ga&#322;a r&#281;k&#281; po pust&#261;  miseczk&#281;. Odczynia&#322;a swoje rytua&#322;y i oddawa&#322;a j&#261; wype&#322;nion&#261; gor&#261;c&#261;  herbat&#261;. </div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/5500097.jpg" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Ale przed tym zanim pozwoli&#322;a pi&#263;, podawa&#322;a obiad. Pierwszy raz, kiedy do niej weszli&#347;my, sta&#322;a nad piecykiem, na kt&oacute;rym sma&#380;y&#322;a ryby. Usiedli&#347;my na baranich sk&oacute;rach. Skrzy&#380;owane nogi szybko cierp&#322;y, ale za to ryby, w ca&#322;o&#347;ci opiekane w delikatnej panierce jakby z bu&#322;ki tartej, by&#322;y przepyszne. - Jedz, ryby &#347;wie&#380;e, dobre &ndash; zach&#281;ca&#322;a. <br /><br />Kiedy poda&#322;a kapust&#281; gotowan&#261; z ziemniakami, objedli&#347;my si&#281; prawie do nieprzytomno&#347;ci. Na p&#322;ycie wci&#261;&#380; piek&#322;y si&#281; kolejne podp&#322;omyki, a ona tylko dodawa&#322;a kolejne placki. Nikt nie mia&#322; dost&#281;pu do piecyka i do tego, co si&#281; na nim dzia&#322;o. To ona ka&#380;demu z osobna nak&#322;ada&#322;a na talerze, tylko ona nalewa&#322;a herbaty i jedynie ona decydowa&#322;a o tym, czy ju&#380; sko&#324;czyli&#347;my, czy jeszcze powinni&#347;my chwil&#281; zosta&#263;.<br /><br />Po posi&#322;ku zabiera&#322;a si&#281; za mycie naczy&#324;, ka&#380;dy talerz i miseczk&#281; dok&#322;adnie przecieraj&#261;c. Wszystko to dokonywa&#322;o si&#281; w tym samym miejscu. I pieczenie plack&oacute;w i gotowanie kaszy i mycie naczy&#324; i wyrabianie ciasta. To miejsce po lewej od wej&#347;cia, przy piecyku, tam gdzie w zimie najcieplej, by&#322;o jej. Pani domu, albo raczej powiedzieliby&#347;my Pani jurty. <br /><br />Gdyby &#380;yli tak jak ich przodkowie kilkaset lat temu, jej rola by&#322;aby taka sama. Tylko m&#261;&#380; zamiast siedzie&#263; z nami, pilnowa&#322;by owiec albo koni. Ale &#380;yj&#261; teraz. Maj&#261; cztery jurty i wychodek. On siedzi na drewnianej le&#380;ance. Kiedy&#347; by&#322; rybakiem, ale odk&#261;d na Song Kol stworzyli rezerwat i zakazali po&#322;owu ryb, nie pracuje. Zreszt&#261; jaki&#347; czas temu straci&#322; nog&#281;. Niewygodnie si&#281; mu porusza&#263;, a praca przecie&#380; by&#322;a ci&#281;&#380;ka. Starszy syn ma 29 lat &#380;on&#281; i dwoje dzieci. M&#322;odszy w&#322;a&#347;nie zosta&#322; milicjantem w Narynie. Maj&#261; r&oacute;&#380;owy, chi&#324;ski album, w kt&oacute;rym przechowuj&#261;&nbsp; rodzinne zdj&#281;cia.<br /><br />Ona gotuje, sprz&#261;ta i pilnuje. Ma z&#322;ote z&#281;by, &#380;&oacute;&#322;ty stary golf i czarn&#261; czapk&#281;, kt&oacute;r&#261; zasuwa na czo&#322;o, kiedy wychodzi. Szczeg&oacute;lnie teraz, bo wieczorami robi si&#281; ju&#380; zimno. O zmierzchu idzie do s&#261;siadki. Ot tak pogada&#263;. Wszyscy tu maj&#261; jurty, w kt&oacute;rych przyjmuj&#261; turyst&oacute;w. S&#261;siadka ma jeszcze podrabiane chi&#324;skie Crocks'y i smyka&#322;k&#281; do interes&oacute;w. Zostawia nam sw&oacute;j numer telefonu. Tak na przysz&#322;y raz, jakby&#347;my kiedy&#347; jeszcze chcieli przyjecha&#263;.<br /><br />Na razie jednak jeste&#347;my tu. I ju&#380; mamy gdzie spa&#263; i to ona, a nie s&#261;siadka robi nam trzy posi&#322;ki dziennie. Noce s&#261; zimne, szczeg&oacute;lnie ta ostatnia, kiedy pada deszcz ze &#347;niegiem. Troch&#281; obawiam si&#281;, &#380;e jutra zacznie przecieka&#263;. Nic takiego jednak si&#281; nie dzieje. Nasza koza nie jest efektywna. Utrzymuje ciep&#322;o tylko przez chwil&#281;, nie wypala nawet ca&#322;o&#347;ci opa&#322;u, kt&oacute;ry zosta&#322; w&#322;o&#380;ony wieczorem. &#346;pimy opatuleni kocami i tylko w nosy nam zimno. Nosy nie s&#261; opatulone. Marzn&#261;. <br /></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/38220.jpg?674" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph editable-text" style=" text-align: justify; ">Rano, kiedy wychodzimy z naszej jurty, &#347;wiat jest bia&#322;y. Wczoraj jeszcze jesie&#324;, a dzi&#347; ju&#380; najprawdziwsza zima. Biegniemy do niej. Tam ciep&#322;o, napalone w piecyku. Siadamy na baranich sk&oacute;rach, a ona m&oacute;wi do nas &ndash; &#1063;&#1072;&#1081;, &#1087;&#1077;&#1081;&#1090;&#1077; &#1095;&#1072;&#1081; &ndash; i po raz pierwszy, chyba z tego zimna, podaje herbat&#281; przed posi&#322;kiem.&nbsp; &nbsp;<br /><br />* Napijcie si&#281; herbaty</div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Walentynówka]]></title><link><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/09/walentynwka.html]]></link><comments><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/09/walentynwka.html#comments]]></comments><pubDate>Sun, 19 Sep 2010 14:00:00 +0600</pubDate><category><![CDATA[Uncategorized]]></category><guid isPermaLink="false">http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/09/walentynwka.html</guid><description><![CDATA[Nie chcia&#322;am z nim i&#347;&#263;, ale upiera&#322; si&#281;, &#380;e wst&#261;pimy tylko na herbat&#281; bez &#380;adnych zobowi&#261;za&#324; oczywi&#347;cie. Pogadamy, mo&#380;e si&#281; nam spodoba, a mo&#380;e nie. Potem b&#281;dziemy mogli p&oacute;j&#347;&#263;, gdzie tylko chcemy. Nawet do konkurencji, kt&oacute;ra przecie&#380; ma dro&#380;ej ni&#380; on i u kt&oacute;rej zepsu&#322; si&#281; generator pr&#261;du. Ni [...] ]]></description><content:encoded><![CDATA[<div  class="paragraph" style=" text-align: justify; ">Nie chcia&#322;am z nim i&#347;&#263;, ale upiera&#322; si&#281;, &#380;e wst&#261;pimy tylko na herbat&#281; bez &#380;adnych zobowi&#261;za&#324; oczywi&#347;cie. Pogadamy, mo&#380;e si&#281; nam spodoba, a mo&#380;e nie. Potem b&#281;dziemy mogli p&oacute;j&#347;&#263;, gdzie tylko chcemy. Nawet do konkurencji, kt&oacute;ra przecie&#380; ma dro&#380;ej ni&#380; on i u kt&oacute;rej zepsu&#322; si&#281; generator pr&#261;du. <br /><br />Nie lubi&#281;, kiedy kto&#347; ci&#261;gnie mnie za r&#281;kaw i na si&#322;&#281; przekonuje, &#380;eby co&#347; kupi&#263; w&#322;a&#347;nie u niego, &#380;eby do jego knajpy wst&#261;pi&#263; na obiad, albo tylko u niego naby&#263; poczt&oacute;wki. On w&#322;a&#347;nie taki by&#322;. Nie zd&#261;&#380;yli&#347;my dobrze zej&#347;&#263; do doliny, a on ju&#380; wypatrzy&#322; nas gdzie&#347; w drodze, ju&#380; wyszed&#322; przed dom, by nas wita&#263; i zaprasza&#263; do siebie. <br /><br />Budynek nie sprawia&#322; wra&#380;enia starego. By&#322; murowany, nieotynkowany, a po jego po&#322;udniowej stronie dobudowano panoramiczne okno. Szyby, kiedy przyjrze&#263; si&#281; bli&#380;ej, cz&#281;&#347;ciowo by&#322;y pop&#281;kane. Gdzieniegdzie brakowa&#322;o ram i kitu, ale ca&#322;o&#347;&#263; trzyma&#322;a si&#281; razem. Z daleka wygl&#261;da&#322;o to bardzo zach&#281;caj&#261;co. G&oacute;rski pi&#281;trowy domek z oszklon&#261; przyjemnie nagrzewaj&#261;c&#261; si&#281; od s&#322;o&#324;ca werand&#261;. <br /></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/8946334.jpg?335" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div ><!--BLOG_SUMMARY_END--></div><div  class="paragraph" style=" text-align: justify; ">Wiedzia&#322;am, &#380;e tak si&#281; to sko&#324;czy. &#379;e jak ju&#380; wejdziemy, to nie spos&oacute;b  si&#281; b&#281;dzie wycofa&#263;. A on ci&#261;gle do nas m&oacute;wi&#322;. Siedzieli&#347;my w du&#380;ej sali,  kt&oacute;ra mog&#322;aby pe&#322;ni&#263; rol&#281; sto&#322;&oacute;wki, pokoju do wsp&oacute;lnego sp&#281;dzania  czasu. By&#322; tam stolik z wymalowan&#261; plansz&#261; do gry w szachy i  w&#322;asnor&#281;cznie wykonany drewniany st&oacute;&#322; do bilarda. Niewielka lada,  idealna by wykorzysta&#263; j&#261; do urz&#261;dzenia tu niedu&#380;ego baru, oddziela&#322;a  cz&#281;&#347;&#263; og&oacute;lnie dost&#281;pn&#261; od tej przeznaczonej tylko dla personelu. Na  &#347;cianach wisia&#322;y stare mapy wykonane jeszcze za czas&oacute;w Zwi&#261;zku  Radzieckiego. </div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/5399403.jpg?336" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph" style=" text-align: justify; ">M&oacute;wi&#322; szybko, niesk&#322;adnie, ale za to po angielsku. Przyrz&#261;dzi&#322; herbat&#281; i zaproponowa&#322; nad wyraz dobr&#261; cen&#281; za nocleg. Pok&oacute;j na pi&#281;trze tylko dla nas. Jednak trudno by&#322;o mu wierzy&#263;. Wygl&#261;da&#322; raczej na rosyjskiego zniszczonego piciem starca. Gruby szary sweter w&#322;o&#380;ony mia&#322; do spodni i &#347;ci&#347;ni&#281;ty paskiem. Nie nosi&#322; okular&oacute;w i zapewne przez to jakby zbyt cz&#281;sto marszczy&#322; czo&#322;o. Jego niesk&#322;adne opowie&#347;ci by&#322;y jednak bardzo interesuj&#261;ce. Zalewa&#322; nas potokiem s&#322;&oacute;w - angielskich, rosyjskich - nie wszystkie by&#322;y zrozumia&#322;e. Mia&#322; jednak w sobie co&#347; takiego, &#380;e chcia&#322;o si&#281; z nim by&#263; i bez znaczenia by&#322;o, ile zrozumiemy z tego, co do nas m&oacute;wi&#322;. Postanowili&#347;my zosta&#263; wbrew mojemu przeczuciu, &#380;e nie jest to najlepsza decyzja.<br /><br />Valentin Derevyanko od 10 lat gospodaruje w budynku, w kt&oacute;rym &bdquo;za Sowieta&rdquo; mie&#347;ci&#322; si&#281; posterunek meteorologiczny oraz stacja g&oacute;rskiego pogotowia ratunkowego (&#1082;&#1086;&#1085;&#1090;&#1088;&#1086;&#1083;&#1100;&#1085;&#1086;-&#1089;&#1087;&#1072;&#1089;&#1072;&#1090;&#1077;&#1083;&#1100;&#1085;&#1072;&#1103; &#1089;&#1083;&#1091;&#1078;&#1073;&#1072;). <br /></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/5506415.jpg?537" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph" style=" text-align: justify; ">&#346;mierdzia&#322;o papryk&#261;, grzybami i starym spr&oacute;chnia&#322;ym drewnem. Na klepisku le&#380;a&#322; stary dywan, a na nim resztki jedzenia, b&#322;ota i zal&#281;g&#322;ego co najmniej od tygodni je&#347;li nie miesi&#281;cy brudu. Przy samej szybie na plastikowym stela&#380;u roz&#322;o&#380;ono hamak, a obok niego namiot ze &#347;piworem i poduszkami w &#347;rodku. Przy drzwiach natomiast zasiano dwie grz&#261;dki. Co tam ros&#322;o? Jako&#347; w tym potoku jego s&#322;&oacute;w i chaosie w mojej g&#322;owie zapomnia&#322;am zapyta&#263;.<br />Le&#380;y on w dolinie Araszan. Spacer jest do&#347;&#263; przyjemny cho&#263; nieco d&#322;ugi, bo przeci&#281;tnemu tury&#347;cie zajmuje oko&#322;o 5 godzin. &bdquo;Z&#322;ote &#377;r&oacute;d&#322;o&rdquo;, czyli A&#322;tyn Araszan, to teren znajduj&#261;cy si&#281; na wysoko&#347;ci ok. 2600 m n.p.m. i sw&#261; popularno&#347;&#263; zawdzi&#281;cza bij&#261;cym tu gor&#261;cym &#378;r&oacute;d&#322;om.<br /><br />To wszystko dawa&#322;o ogromne mo&#380;liwo&#347;ci, by urz&#261;dzi&#263; tu przytulne schronisko g&oacute;rskie. Tymczasem w ka&#380;dym zakamarku panowa&#322; nieporz&#261;dek. Brudne talerze, sztu&#263;ce i szklanki le&#380;a&#322;y na sto&#322;ach. Bar zwyczajnie by&#322; opuszczony, a wisz&#261;ce za nim zas&#322;onki pami&#281;ta&#322;y zapewne poprzednich w&#322;a&#347;cicieli. Toaleta by&#322;a w takim stanie, &#380;e ju&#380; lepiej by&#322;oby, gdyby nie istnia&#322;a w og&oacute;le. A tymczasem on roztacza&#322; przed nami swoje opowie&#347;ci.<br />- Wszyscy tu do mnie przyje&#380;d&#380;aj&#261; &ndash; m&oacute;wi&#322; Valentin &ndash; obcokrajowcy, ale te&#380; i nasi. Mam takiego zaprzyja&#378;nionego adwokata, fryzjera i innych. W ka&#380;d&#261; sobot&#281; tu s&#261;. Pijemy w&oacute;dk&#281; i chodzimy do gor&#261;cego &#378;r&oacute;d&#322;a. Wy te&#380; mo&#380;ecie z niego skorzysta&#263; i to za darmo &ndash; obiecywa&#322;<br /><br />Sama nie wierzy&#322;am, &#380;e to robi&#281;. Temperatura powietrza nie mog&#322;a by&#263; wy&#380;sza ni&#380; 10 stopni. Stoj&#261;c nad brzegiem potoku mia&#322;am na sobie ciep&#322;e spodnie, podkoszulek z d&#322;ugim r&#281;kawem, polar, kurtk&#281; i czapk&#281;, a tu trzeba by&#322;o to wszystko z siebie &#347;ci&#261;gn&#261;&#263; i wskoczy&#263; do niewielkiego wybudowanego zaraz przy lodowatym strumyku baseniku. W&#322;a&#347;ciwie kszta&#322;tem przypomina&#322; on wann&#281;, kt&oacute;r&#261; zakrywa&#322; dach, dzi&#281;ki czemu w &#347;rodku unosi&#322;a si&#281; ciep&#322;a para. Wszystko to razem wygl&#261;da&#322;o raczej jak niedu&#380;a, bo mieszcz&#261;ca dwie osoby, jaskinia. <br /></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/8649963.jpg?330" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:0;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div  class="paragraph" style=" text-align: justify; ">By&#322;o ciep&#322;o, &#380;eby nie powiedzie&#263; gor&#261;co. Siedzieli&#347;my ze &#347;wiadomo&#347;ci&#261;, &#380;e wychylaj&#261;c nos z tego Valentinowego &#378;r&oacute;d&#322;a nara&#380;amy si&#281; na powiew mro&#378;nego powietrza. Woda przyjemnie parowa&#322;a. Podobno ca&#322;y urok tych gor&#261;cych &#378;r&oacute;de&#322; jest wtedy, kiedy wychodz&#261;c z ciep&#322;ej wody wskakuje si&#281; do lodowatego strumyka. Tego jednak nie odwa&#380;yli&#347;my si&#281; zrobi&#263;. Wystarczaj&#261;cym wyzwaniem by&#322;o zmuszenie si&#281; do wyj&#347;cia i powrotu do schroniska. <br /><br />- G&#322;odni? - zapyta&#322; Valentin, kiedy wr&oacute;cili&#347;my &ndash; siadajcie, ju&#380; wam robi&#281; kolacj&#281;.<br />&nbsp;<br />Nie spodziewa&#322;am si&#281; niczego nadzwyczajnego. Tymczasem dostali&#347;my po misce &#347;wietnie doprawionej gulaszowej zupy z kawa&#322;kami kartofli i innych warzyw. Do tego kasza i dwie ziemniaczane grzanki z podsma&#380;onym bak&#322;a&#380;anem i pomidorami, polane sosem majonezowo-czosnkowym, plus og&oacute;rki kiszone. Pyszno&#347;ci!<br /><br />Kiedy opuszczali&#347;my schronisko, la&#322;o przeokropnie. Wychodz&#261;c przez oszklon&#261; werand&#281; a&#380; serce &#347;ciska&#322; &#380;al. Deszcz ciurkiem wlewa&#322; si&#281; do &#347;rodka. Pop&#281;kane szyby przepuszcza&#322;y wod&#281; zalewaj&#261;c hamak, namiot i poduszki. Tylko grz&#261;dki ewentualnie mog&#322;yby by&#263; zadowolone z takiego obrotu sprawy. Talerze po wczorajszej kolacji nadal zalega&#322;y na stole. Powi&#281;kszy&#322;y tym samym stos naczy&#324;, kt&oacute;re pi&#281;trzy&#322;y si&#281; tam ju&#380; od dawna.<br /><br />Nie po&#380;egnali&#347;my si&#281; z Valentinem. Wyjecha&#322; zanim zd&#261;&#380;yli&#347;my wsta&#263;. Wszystkie jego przer&oacute;&#380;ne oblicza okaza&#322;y si&#281; by&#263; prawdziwe. Valentin- kucharz, przewodnik, gaw&#281;dziarz &ndash; cz&#322;owiek orkiestra. I tylko Valentin biznesmen kuleje na jedn&#261; nog&#281;. Powinien j&#261; oprze&#263; na solidnej firmie sprz&#261;taj&#261;cej.<br /><br />P.S. Jeszcze&nbsp; w jednej sprawie Valentin mia&#322; racj&#281;. S&#261;siedzi faktycznie mieli zepsuty generator pr&#261;du, nie m&oacute;wili po angielsku i kazali sobie p&#322;aci&#263; niebotyczne kwoty za herbat&#281;. Wiemy, bo z ciekawo&#347;ci poszli&#347;my sprawdzi&#263;.<br /></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Przewalski - nie tylko koń]]></title><link><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/09/przewalski-nie-tylko-ko.html]]></link><comments><![CDATA[http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/09/przewalski-nie-tylko-ko.html#comments]]></comments><pubDate>Fri, 17 Sep 2010 14:00:00 +0600</pubDate><category><![CDATA[Uncategorized]]></category><guid isPermaLink="false">http://turkiestan.weebly.com/2/post/2010/09/przewalski-nie-tylko-ko.html</guid><description><![CDATA[W ogrodzonym parku, poza grobem mie&#347;ci si&#281; muzeum, kt&oacute;re w ca&#322;o&#347;ci po&#347;wi&#281;cone jest jego &#380;yciu, podr&oacute;&#380;om, dokonaniom i publikacjom. Wzniesiono tu te&#380; i pomnik. Prowadzi do niego 10 stopni dla upami&#281;tnienia 10 lat, kt&oacute;re sp&#281;dzi&#322; w tym regionie.&nbsp; Monument wa&#380;y 365 ton, kt&oacute;re maj&#261; symbolizowa&#263; 365 dni w roku, bo on w podr&oacute;&#380;y by [...] ]]></description><content:encoded><![CDATA[<div  class="paragraph" style=" text-align: justify; ">W ogrodzonym parku, poza grobem mie&#347;ci si&#281; muzeum, kt&oacute;re w ca&#322;o&#347;ci po&#347;wi&#281;cone jest jego &#380;yciu, podr&oacute;&#380;om, dokonaniom i publikacjom. Wzniesiono tu te&#380; i pomnik. Prowadzi do niego 10 stopni dla upami&#281;tnienia 10 lat, kt&oacute;re sp&#281;dzi&#322; w tym regionie.&nbsp; Monument wa&#380;y 365 ton, kt&oacute;re maj&#261; symbolizowa&#263; 365 dni w roku, bo on w podr&oacute;&#380;y by&#322; przez ca&#322;y czas. Na szczycie pomnika siedzi orze&#322; - znak odwagi i m&#261;dro&#347;ci - kt&oacute;ry w pazurach trzyma ga&#322;&#261;zk&#281; oliwn&#261; upami&#281;tniaj&#261;c&#261; pokojowe osi&#261;gni&#281;cia nauki. Pod nim natomiast arkusz z map&#261; tras wszystkich ekspedycji. W ko&#324;cu prawos&#322;awny krzy&#380; i kopia z&#322;otego medalu z jego podobizn&#261;. <br /></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/2843408.jpg" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:1px;padding:3px;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;"></div></div></div><div ><!--BLOG_SUMMARY_END--></div><div  class="paragraph" style=" text-align: justify; ">- Sk&#261;d on zna&#322; plan Lhasy? - zapyta&#322; Kuba<br />- Sk&#261;d mia&#322;? By&#322; przecie&#380; wielkim rosyjskim badaczem &ndash; odpowiedzia&#322;a pani w muzeum<br />- Ale przecie&#380; nigdy tam nie dotar&#322;, wi&#281;c sam nie m&oacute;g&#322; tego wymy&#347;li&#263; &ndash; dr&#261;&#380;y&#322; Kuba &ndash; czy on by&#322; szpiegiem? - zapyta&#322; w ko&#324;cu bezpo&#347;rednio<br />- By&#322; wojskowym &ndash; z u&#347;miechem i mrugni&#281;ciem oka odpar&#322;a pani<br /><br />Miko&#322;aj Michai&#322;owicz Przewalski upodoba&#322; sobie Azj&#281; &#346;rodkow&#261;. By&#322; urodzonym (1839) pod Smole&#324;skiem Bia&#322;orusinem wychowanym i wykszta&#322;conym po to, by tak jak jego ojciec, by&#263; &#380;o&#322;nierzem. <br /></div><div ><div style="text-align: center;"><a><img src="http://turkiestan.weebly.com/uploads/2/5/7/5/2575795/9004685.jpg?247" style="margin-top: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 10px; border-width:1px;padding:3px;" alt="Picture" class="galleryImageBorder" /></a><div style="display: block; font-size: 90%; margin-top: -10px; margin-bottom: 10px;">&#379;r&oacute;d&#322;o: commons.wikimedia.org</div></div></div><div  class="paragraph" style=" text-align: justify; ">Jego &#380;ycie podr&oacute;&#380;nika rozpocz&#281;&#322;o si&#281; wraz z otrzymaniem zgody Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego (1867) na zorganizowanie wyprawy badawczej w dolinie rzeki Ussuri (&#1059;&#1089;&#1089;&#1091;&#1088;&#1080;). Ta pierwsza zawa&#380;y&#322;a na wszystkim. Efekty pracy Przewalskiego pozytywnie zaskoczy&#322;y zar&oacute;wno Towarzystwo jak i jego wojskowych zwierzchnik&oacute;w. W dow&oacute;d uznania dosta&#322; b&#322;ogos&#322;awie&#324;stwo armii na dalsze wyprawy, ale warunek by&#322; jeden &ndash; mia&#322; w pierwszej kolejno&#347;ci informowa&#263; wojsko o wszystkim, czego do&#347;wiadczy&#322;. <br /><br />Przez 15 lat (1870-1885) Przewalski odby&#322; cztery podr&oacute;&#380;e od Biszkeku po W&#322;adywostok i od Irkucka po 15km, kt&oacute;re dzieli&#322;y go od Lhasy. Dotarcie do stolicy Tybetu by&#322;o jego niezrealizowanym marzeniem. To w&#322;a&#347;nie szkice zabudowy miasta tak zainteresowa&#322;y Kub&#281;. Przewalski by&#322; dobrze poinformowany. To &#380;e by&#322; szpiegiem nie dziwi. Nie ma o tym jednak ani s&#322;owa w po&#347;wi&#281;conym mu muzeum, bo tutaj w okolicach Karako&#322;u jak i w samym mie&#347;cie, kt&oacute;re dwukrotnie (1888-1921 oraz 1939-1991) nosi&#322;o jego imi&#281;, wspomina si&#281; go tylko jako nieustraszonego podr&oacute;&#380;nika, odkrywc&#281; i badacza Azji &#346;rodkowej. W Polsce kojarzony przede wszystkim z dziko &#380;yj&#261;cymi ko&#324;mi, kt&oacute;re odkry&#322; i opisa&#322;.<br /><br />Mieszka&#324;cy czcz&#261; jego posta&#263; dlatego, i&#380; ponad wszystko upodoba&#322; sobie Karako&#322; i jezioro Issyk&nbsp; Kul. Niestety rozpoczynaj&#261;c w 1888 roku sw&#261; pi&#261;t&#261; wypraw&#281; badawcz&#261;, Przewalski wybra&#322; si&#281; na polowanie nad rzek&#281; Czu (&#1063;&#1199;&#1081;), gdzie zarazi&#322; si&#281; tyfusem, po czym zdo&#322;a&#322; jeszcze dotrze&#263; do swojego miasta i zmar&#322; w karakolskim szpitalu wojskowym. Na &#322;o&#380;u &#347;mierci poprosi&#322;, by pochowano go nad brzegiem jeziora, co te&#380; uczyniono. <br /><br />Z biegiem lat stan wody jeziora opada i oddala Przewalskiego od ukochanego Issyk Kul. Niemniej jednak pami&#281;&#263; o nim trwa. Ugruntowuje j&#261; przemi&#322;a pani kustosz, kt&oacute;ra ch&#281;tnie oprowadza i odpowiada na wszystkie pytania. Na te kt&oacute;re mo&#380;e &ndash; otwarcie &ndash; a na pozosta&#322;e &ndash; z mrugni&#281;ciem oka.<br /></div>]]></content:encoded></item></channel></rss>

