Ubrany był w tradycyjny strój (czapan). Na głowie miał kołpak, czyli biało-czarną kirgiską czapkę wykonaną z filcu. Nie powiedział nic. W milczeniu usiadł na przygotowanym specjalnie dla niego krześle. Zamknął oczy i czekał. Za jego plecami krzątali się muzycy. Nie byli gotowi, by zacząć. On tymczasem trwał w swoim zamyśleniu, a kiedy w końcu zaczął, na sali zapanowała zupełna cisza. Co najmniej jakby to, co mówił, było święte. 

Manas to kirgiski epos zawierający 500 tysięcy rymowanych strof. Ci, którzy znają go na pamięć, recytują przez 4 godziny. Siedzący na scenie Doolotbek Sydykov mówił nieprzerwanie przez kilkanaście minut.  Takich jak on, czyli tych którzy recytują epos, nazywa się Manasczy (Манасчы).
Picture
Poważny, niczym w transie, od czasu do czasu gestykulował. Za nim i jakby w tle jego słów, pobrzmiewała muzyka. Kontrabas, saksofon i perkusja na jazzowo. Młodzi muzycy odznaczali się od recytującego. Ubrani w podkoszulki i jeansy. Sprawiali, iż średniowieczny utwór (przekazywany z ust do ust, spisany dopiero w XIX wieku) uaktualniał się z każdym dźwiękiem. Takie bowiem są Solone orzeszki - umiejętnie łączące tradycję z nowoczesnością - najlepszy według publiczności zespół tegorocznego festiwalu jazzowego w Biszkeku. Jury, które przyznało im pierwszą nagrodę w konkursie za utwór korespondujący z hasłem: "Muzyka wschodniego miasta", podzieliło opinię widowni.
Picture
Kiedy recytacja zakończyła się, Doolotbek Sydykov opadł na oparcie krzesła. Pot lał mu się po twarzy. Nie powiedział nic. Wstał i bez słowa zszedł ze sceny. Publiczność oszalała z zachwytu. Tymczasem muzycy zostali. Ku uciesze fanów grali swoje jazzowe aranżacje jeszcze długo.

Po raz pierwszy festiwal jazzowy w Biszkeku odbył się 5 lat temu. Wtedy też ustalono, że będzie  on organizowany wiosną. W roku 2010  miał się on odbyć 9-11 kwietnia. Na dwa dni przed rozpoczęciem doszło jednak do zamieszek i obalenia prezydenta. Nie było czasu ani sposobności, by przeprowadzić festiwal. Przeniesiono go więc wyjątkowo na jesień.
Picture
1-2 października sala Filharmonii Narodowej wypełniła się po brzegi. Przyjechały zespoły z Kazachstanu, Uzbekistanu oraz Tadżykistanu. Wystąpili też przedstawiciele Kirgistanu, a między nimi tak podziwiany przez publiczność zespół Solone orzeszki.

Na nas jednak największe wrażenie zrobiła pochodząca z Kazachstanu grupa The Magic of Nomads. Jej liderem jest Gaziza Gabdrahimova, która gra na tradycyjnym instrumencie zwanym kobyz (қобыз). Zespół ten składa się z ośmiu muzyków i tworzy wyjątkowo interesujące połączenie tradycyjnych kazaskich dźwięków z nowoczesny jazzowym brzmieniem.
Picture
W 2008 roku nagrali oni płytę "Bulbul Zaman" i na jazzowej scenie Azji Środkowej są gwiazdą. Na koncie mają również występy w Europie i Ameryce. Jest więc nadzieja, że i w Polsce kiedyś będzie można usłyszeć ich na żywo. Do tego czasu jednak można zadowolić się tym:
Gościem specjalnym festiwalu był kwartet jazzowy Igora Butmana. Światowej klasy saksofonista, pomimo małych problemów technicznych, porwał tłum zgromadzony w filharmonii. Ku uciesze wszystkich w jazzowej aranżacji przedstawił muzykę do bajki „Wilk i zając”.
Picture
- Tego nie zagra wam żaden, choćby najlepszy zachodni jazzman – powiedział, a biszkecka publiczność nie szczędziła mu oklasków.

Festiwal w porównaniu ze swoimi europejskimi czy amerykańskimi odpowiednikami może nie jest na najwyższym światowym poziomie. Przedstawia jednak jazz z nieco innej, nieznanej nam strony. Połączenie znanych standardów z dźwiękami charakterystycznych dla Azji Środkowej instrumentów sprawia, że ten etno-jazz powala nas na kolana. Kusi i zadziwia. Zwyczajnie nie pozostaje nic innego, jak tylko słuchać.

Link do galerii

Twój komentarz zostanie wysłany po zatwierdzeniu.


Zostaw Odpowiedź.